Karol Maliszewski „Manekiny” (Dominika Zachciał)
Karol Maliszewski „Manekiny”
wyd. Prószyński i s-ka
Dominika Zachciał
A może by tak zatrzymać się na chwilę i powspominać? Bez patosu i zakłamania. Bez udawania, że się wszystko pamięta. Skupić się na treści, nie na formie. Bohater książki Karola Maliszewskiego pt. „Manekiny”, który z samym pisarzem ma bardzo wiele wspólnego (imię, prowincjonalne pochodzenie, zamiłowanie do literatury) właśnie to robi…. Opowiada nam o swoim dzieciństwie, dorastaniu, ludziach, którzy w jego życiu odegrali mniej lub bardziej istotną rolę. Bez skrępowania obnaża się ze wszystkich najbardziej intymnych wspomnień.
W książce Maliszewskiego wyobraźnia bohatera miesza się z rzeczywistością. Karlik Manekin i Łukasz Pancernik, plastikowe manekiny i najwięksi przyjaciele narratora, w niektórych częściach opowiadania nabierają ludzkich cech, są myślącymi, mówiącymi postaciami. Realni bohaterowie powieści są natomiast często tak rozmyci i daleko odbiegający od rzeczywistości, że sami przypominają materiałowe kukły.
Centralną postacią powieści jest ojciec Karola. Strata dziecka, malutkiej Basi sprawia, że mężczyzna gubi gdzieś swoje człowieczeństwo, nie potrafi być ojcem dla swoich synów, mężem dla własnej żony. Scena, w której bracia Karola wbijają noże kuchenne w korpus manekina symbolizującego ich ojca, jest jedną z najważniejszych scen w całym utworzę, a zdanie „Zabijałem ojca przez całe życie i tak do końca zabić nie mogłem” chyba najbardziej wymowne („chyba”, bo w „Manekinach” jest wiele fragmentów bardzo symbolicznych, bez których książka straciłaby na znaczeniu).
Obok ojca w powieści pojawiają się również inni bohaterowie: bracia, matka, Zenek, Szczepan, Lila z domu dziecka, Jerzy, wujek Józek. Każda z tych postaci wnosi w życie Karola coś nowego: Lila to jego pierwsza miłość, Szczepan to mentor i nauczyciel, matka to kobieta dająca chłopcu poczucie bezpieczeństwa, będąca, pomimo swojej fizycznej słabości, dużo silniejsza od ojca. W książce występuje mit rodziny, miasteczka, prowincji. Imponuje wielość nawiązań do literatury. Oprócz dominującej inspiracji „Sklepami cynamonowymi” Schulza, pojawia się również m.in. Brzechwa z „Akademią pana Kleksa”, Saint – Exupery i jego „Mały Książe”, Twain z „Przygodami Tomka Sawyera”.
„Manekiny” to nie jest lektura łatwa w obiorze. Jej sens ukryty jest między wierszami. Bardzo chaotyczna, prawie w całości pozbawiona dialogów proza niejednokrotnie sprawiała, że musiałam dłużej zastanowić się nad jakimś fragmentem, aby go w pełni zrozumieć. Maliszewski nie pisze dla czytelnika, nie dba o jasny przekaz książki, , lecz wylewa swoje myśli na papier starając się żadnej z nich nie pominąć. Potoczne, często wulgarne słownictwo dodaje powieści prawdziwości i nadaje jej „pamiętnikowy” charakter. To jednak nie forma, lecz treść jest głównym walorem książki. „Manekiny” to powieść o dorastaniu, braku miłości, zderzeniu się dziecięcych marzeń z brutalną rzeczywistością. To zlepek niewyraźnych zdarzeń, wspomnienie pierwszych doświadczeniach erotycznych, wędrówek z przyjaciółmi, anegdot z życia kolegów. Bohater odbywa podróż w głąb samego siebie i zachęca nas do tego, abyśmy wyruszyli w nią razem z nim. Ja się skusiłam i nie żałuję.