Józef Hen „Crimen” (Marcin Walków)
Józef Hen "Crimen"
wyd. Erica
Marcin Walków

Wyobraź sobie, że wracasz w rodzinne strony po dłuuuuugiej, a konkretniej – wieloletniej nieobecności. Twojego domu nie ma, dawni sąsiedzi jacyś tacy inni, a ojciec nie żyje. W dodatku ludzie we wsi gadają, że tak sam z siebie to on nie umarł. Co zrobisz? Chwycisz za telefon, wykręcisz 997, sprawdzisz w internecie, co gazety o tym pisały, ewentualnie wynajmiesz detektywów. A gdyby tak… działo się to w XVII wieku?
Wtedy nazywałbyś się Tomasz Błudnicki i byłbyś głównym bohaterem książki Józefa Hena pt. „Crimen”. Ten właśnie Błudnicki, wrócił z niewoli rosyjskiej na Ruś Czerwoną, przynależną wówczas do Korony. Podczas nieobecności, jego ojciec wyprawił się na tamten świat z biletem w jedną stronę. Wieść gminna niesie, że do tego „pociągu” ktoś pomógł mu wsiąść. Tomasz postanawia rozwiązać zagadkę. Ktoś postanawia Tomaszowi w tym przeszkodzić.
„Crimen” to powieść sensacyjna z XVII wieku – tak głosi podtytuł książki, żeby nikt nie miał wątpliwości. A gdyby ktoś taki jednak się znalazł, już pierwsza strona da mu do myślenia – język powieści stylizowany jest na XVII-wieczną polszczyznę. Pisaną w latach 70. Ubiegłego wieku! Tak, tak – Józef Hen popełnił „Crimena” czterdzieści lat temu, a książka, która trafiła ostatnio do rąk czytelników to jej wznowienie.
Ten właśnie Józef Hen – właściwie Józef Cukier – urodził się w 1923 roku w rodzinie żydowskiej. Po II wojnie światowej, którą przeżyła tylko jego matka i jedna z sióstr, zmienił nazwisko. I już jako Józef Hen publikuje książki, wiersze (pierwszy z nich Łódź wierna przetłumaczono m.in. na język chiński), a ponadto scenariusze, niektóre z nich także reżyserował. Sam „Crimen” również doczekał się ekranizacji, w której Tomasza Błudnickiego zagrał Bogusław Linda. I nie był to jedyny znany i ceniony aktor w tej produkcji filmowej. Kto nie wierzy, niech obejrzy.
Bowiem „Crimen” to powieść wręcz stworzona do zekranizowania. Barwne postaci, rozbudowane opisy, intrygująca fabuła i dialogi. Tak, bohaterowie „Crimena” lubią sobie pogadać – i to dużo. Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas przekartkowywania książki, to bezlik myślników. Rozmowy toczą się strona za stroną, kartka za kartką. A akcja płynie. Nie najszybciej, bo to blisko 500-stronicowe tomisko, ale płynie.
Jeśli lubisz czytać współczesne, „amerykanckie” – czy też popularne ostatnio skandynawskie – thrillery i powieści sensacyjne. Jeśli wiesz, że na półkach bibliotek i księgarń można znaleźć ten sam gatunek, którego akcja toczy się w Starożytnym Rzymie (jak u Stevena Saylora), czy w średniowieczu (jak w „Imieniu Róży” Umberto Eco) – to przekonaj się, że i na ziemiach I Rzeczpospolitej nie tylko biesiadowano, tańczono, wychodzono za mąż i strzelano do niedźwiedzi. Rozwiązywano też zagadki, których nie powstydziłoby się nawet CSI. Jeśli na dwa powyższe odpowiedziałeś „tak”, to – że tak pozwolę sobie zakończyć rymem – sięgnij po „Crimena” Józefa Hena.