Geoffray Robertson „Czy papież jest winny?” (Marta Grochecka)
Geoffray Robertson
"Czy papież jest winny? O odpowiedzialności Watykanu w sprawie naruszania praw człowieka"
wyd. Czarna owca
Marta Grochecka
Jeżeli tytuł książki brzmi „Czy papież jest winny – o odpowiedzialności Watykanu w sprawie naruszania praw człowieka” wiemy, że nie trzymamy w rękach zwykłej opowieści o kościele katolickim, tylko tykającą bombę, która w każdej chwili może wybuchnąć i zburzyć nasz światopogląd na tę instytucję.
Taki był najprawdopodobniej zamysł Geoffrey’a Robertsona, autora tego dzieła. Coś jednak poszło nie tak.
Na blisko 400 stronach Robertson opisuje problem molestowania seksualnego dzieci przez duchownych. Biorąc pod uwagę ogromną skalę tego zjawiska, szuka odpowiedzi na pytanie: dlaczego pedofilia w kościele jest przez Watykan tak skrupulatnie tuszowana? I czy Stolica Apostolska ma prawo cieszyć się takimi przywilejami, jakie obecnie posiada, mimo że ponosi odpowiedzialność za pedofilskie praktyki i krzywdzenie niewinnych?
Nie ulega wątpliwości, że temat podjęty w książce jest trudny i szokujący. Całość materiału pokazana jest w bardzo skrupulatny, iście reporterski sposób. Krok po kroku poznajemy mechanizmy funkcjonowania kościoła na przestrzeni wieków i krok po kroku widzimy jak skrajnie dwulicowa i fałszywa jest ta instytucja. Natomiast nietrafiony jest język, którym posługuje się autor. To tak skrajnie nieobiektywny, nacechowany emocjonalnie monolog, że czytelnik może mieć wrażenie, jakby znajdował się na sali rozpraw i słuchał mowy końcowej oskarżyciela. Skojarzenie to nie jest przypadkowe, bowiem Robertson, z wykształcenia, jest prawnikiem wyspecjalizowanym w obronie praw człowieka.
Jednak to, co sprawdza się na sądowej wokandzie, nie do końca nadaje się do przelania na papier. W konsekwencji „Czy papież jest winny”, choć to wartościowa pozycja, staje się lekturą żmudną i trudną do przebrnięcia, właśnie przez specyficzny język jej autora. Zdecydowanie nie jest to książka na miłe, wiosenne popołudnie.