Eric-Emmanuel Schmitt "Intrygantki" (Marcin Walków)
Eric-Emmanuel Schmitt "Intrygantki"
wyd. Znak
Marcin Walków
Nie wiemy, ile lat ma Don Juan. Zgromadził jednak pokaźną kartotekę miłosnych przewinień. Poznajemy pięć kobiet, które w sobie rozkochał, a następnie porzucił. Wszystkie one spotykają się, by go osądzić. Karą dla uwodziciela ma być ślub i wierność młodej dziewczynie. Wydawałoby się, że intrygantki uknuły plan doskonały.
Gdy Don Juan staje już przed tym niezwykłym sądem, okazuje się, że ogień uczuć nie wygasł. I nie wiadomo, kto tu nad kim rzeczywiście ma władzę. Bo namiętność jest silniejsza niż gniew.
Równie silne są osobowości, które w „Intrygantkach” stworzył Eric-Emmanuel Schmitt. Pięć skrajnie odmiennych kobiecych charakterów, których zderzenie wywołuje czasem wręcz groteskowe sytuacje. To sprawia, że akcja jest wartka, nabiera tempa. I czytelnik zaczyna odczuwać sympatię, a czasem po prostu politowanie dla bohaterek.
I choć czytelnikowi przyzwyczajonemu do prozy, tekstem wypełniającej całe strony, lektura dramatu może się wydawać trudna lub nieatrakcyjna – zapewniam, jest zgoła odwrotnie. Taka konstrukcja nadaje jeszcze większego dynamizmu, pobudza wyobraźnię – można odnieść wrażenie, że jest się w centrum wydarzeń. No, albo chociaż w pierwszym rzędzie w teatrze.
A zatem – usiądź wygodnie, wyłącz telefon… oraz telewizor, zapal lampkę – i spędź miły wieczór w towarzystwie tych pięciu dam i jednego, no powiedzmy, dżentelmena.