Bill Bass "Trupia Farma" (Marcin Walków)
Bill Bass
"Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie"
wyd. Znak
Marcin Walków
Praca antropologa sądowego musi być fascynująca. Nowoczesne laboratorium, sterylnie biały fartuszek, migające ekrany niezliczonych komputerów, analizujących dane, pochylanie się nad śnieżnobiałymi kośćmi – i poszukiwanie przyczyny zgonu. Tak wygląda rozwiązywanie zagadek kryminalnych w amerykańskich filmach i serialach.
Bill Bass, z wykształcenia psycholog, który zajął się antropologią sądową i jest jednym z jej współtwórców, opisuje rzeczywistość swojej pracy nieco inaczej. Bierze w rękę łopatę i idzie rozkopywać groby Indian tam, gdzie ma powstać tama. Kupuje żonie trzecią z rzędu kuchenkę po tym, jak w ogromnym garnku po raz kolejny wykipiał wywar z gotowanych kości. Nie, nie na rosół. Gotowanie ludzkich kości pozwala oddzielić od nich resztki tkanki i oczyścić je, by ułatwić oględziny i ustalanie przyczyny śmierci.
Bass otwiera klapę bagażnika swojego samochodu i razem z nami wyciąga z niego worek z rozczłonkowanymi częściami ciała. Lepiej zatkać nos. W pracy antropologa sądowego nie pachną perfumy, a zgnilizna i stęchlizna. Syf i mogiła. A jednak są ludzie, którzy jak on poświęcają tej pracy swoje życie. Bo rozwiązywanie kryminalnych zagadek jest fascynujące. Zwłaszcza, gdy są to historie z życia wzięte, a nie z fantazji hollywoodzkich scenarzystów.
„Trupia Farma” to nie tylko tytuł książki, ale i zwyczajowa nazwa legendarnego Ośrodka Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennessee, który założył i prowadzi Bill Bass. To tam ludzkie zwłoki leżą zakopane w ziemi, zanurzone w wodzie, pozostawione na tylnym siedzeniu ciężarówki lub na leśnej ścieżce, gdzie obgryzają je nocne drapieżniki. W ten sposób Bass bada, co się dzieje z ciałem po śmierci i jak jego rozkład przebiega w różnych okolicznościach przyrody. Dosłownie. Wiedza ta pozwala rozwiązywać nawet najbardziej zawiłe zagadki kryminalne, zarówno z pierwszych stron dzisiejszych gazet, jak i te już dawno zapomniane, sprzed kilkudziesięciu czy nawet 100 lat.
Jednak „Trupia Farma” to nie podręcznik medycyny sądowej. Choć zawiera i opisy przypadków, i schematy układu kostnego człowieka. To przede wszystkim opowieść pasjonata, który przybliża i historię rozwoju tej ciekawej dziedziny nauki i praktyki kryminalistycznej. Opowiada również o swoim życiu, zarówno prywatnym życiu najsłynniejszego na świecie antropologa sądowego, jak i dzieciństwie. Zastanawia się, na ile wybór jego drogi zawodowej zdeterminował przypadek, na ile jego mentorzy ze studiów, a na ile samobójstwo ukochanego ojca?
I choć te liczne dygresje i wyciągane z domowego archiwum historie mogą trochę męczyć czytelnika, trzeba pamiętać, że Bill Bass ma już ponad 80 lat. Pozwólmy mu zatem trochę się wygadać. A on w zamian za wysłuchanie jego prywatnych zwierzeń i momentami lekkich przechwałek, pokazujących jaki to już w młodości był ambitny i zdolny, jak równie zdolny jest jego syn, idący w ślady ojca, podzieli się swoją wiedzą. A tę ma ogromną.
I jeśli ktoś, po przeczytaniu „Trupiej Farmy” nadal będzie miał wątpliwości, że z prochu powstał i w proch się obróci, niech wejdzie na kanał wydawnictwa Znak na YouTube. I wybierze się w krótką filmową wycieczkę na Trupią Farmę, gdzie science jest zdecydowanie bardziej fascynujące niż fiction.
