Marcin Wroński „A na imię jej będzie Aniela” (Bartłomiej Domagalski)

Marcin Wroński „A na imię jej będzie Aniela” (Bartłomiej Domagalski)

Marcin Wroński „A na imię jej będzie Aniela”

wyd. W.A.B.

Bartłomiej Domagalski

 

„A na imię jej będzie Aniela” to kolejny tom kryminalnego cyklu Marcina Wrońskiego.

 

Tym razem komisarz Zygmunt Maciejewski znalazł się się w szeregach niemieckiej Kripo by rozwikłać zagadkę seryjnych morderstw.

 

Akcja toczy się w czasie okupacji niemieckiej w Lublinie, w którym mieszkańcy żyją w rytm intryg, ekscesów i erotycznych uniesień. To obraz pełen realizmu, fascynujący dla każdego, kto interesuje się choć trochę historią i tematyką drugiej wojny światowej. Marcin Wroński pochodzący z Lublina i tam stawiający pierwsze kroki literackie ma dużą wiedzę o rodzinnym mieście. Widoczne jest to w jego książkach, w których często umieszcza akcje swoich powieści. Kolejna trzecia już część przygód komisarza Maciejewskiego momentami zdaje się być retrospekcją i powrotem do korzeni historycznych miastach a jednocześnie widać tu prywatny związek autora z miastem Lublinem.

 

Przed wybuchem wojny policja odnajduje ciało martwej kobiety. Jest pokryte dziwną wydzieliną a lekarz stwierdza popełniony przed śmiercią gwałt na ofierze. Rok po tym wydarzeniu, w czasie trwania okupacji policja znajduje kolejną ofiarę. Komisarza Maciejewski zaniepokojony nie rozwiązanymi zagadkami postanawia rozwikłać je na własną rękę…

 

„A na imię jej będzie Aniela” zawiera w sobie malownicze obrazy miasta Lublina. Za każdym razem sięgając po książkę próbowałem chwycić się wydarzeń, za którymi szaleńczo podąża bohater, chciałem biec razem z nim i próbować go dogonić w szaleńczym czasem pościgu. Bardzo często miałem poczucie, że nie można się w nie zagłębić, zatopić w klimat poszukiwań i śledztwa na dłuższy czas lecz trzeba iść dalej, zbadać szybko pojawiające się fakty. To, co jednak później zrobiło na mnie wrażenie, to mieszanie różnych płaszczyzn rzeczywistości, wielokrotna zmiana miejsc akcji. To co patetyczne i zagadkowe mieszało się z tym o prozaiczne i zwykłe. Przedziwne i zastanawiające było dla mnie przechodzenie bohatera od prowadzonego z całą powagą śledztwa do miejsc barwnie toczącego się życia miejskiego Lublina.

 

Podążałem często w myślach za bohaterem snując przypuszczenia i smakując się podejrzeniami, jakie padały z ust tego obytego z rzeczywistością kryminalna śledczego. Maciejewski jest dla mnie postacią nietuzinkową, wybitną ale i zwyczajnie ciekawą. Wiedzie zupełnie normalne życie policjanta. Nie jest tylko bohaterem broniącym sprawiedliwości. Zdaje się wprawdzie stać na straży bezpieczeństwa społeczności, ale jednocześnie prowadzi zupełnie zwyczajne życie towarzyskie. To bardzo mnie zaskoczyło! Jak w świecie wojny, w świecie pełnym przemocy, gwałtów, eksterminacji jest jeszcze miejsce na walkę o prawdę?

 

Przeczytana przeze mnie ostatnio nowa książka Marcina Wrońskiego przełamała we mnie wiele schematów patrzenia na powieści kryminalne. Początkowo niechętnie podążałem za wydarzeniami. Moją sympatię od początku zyskał jednak główny bohater, komisarz Maciejewski właściwie nie znałem tej postaci z cyklu poprzednich powieści, ale moją uwagę przykuły jego cechy: upór, zmysł śledczy czy duma nie dające mu spokoju w nierozwiązanej sprawie kryminalnej. Co prawda brakowało mi licznych refleksji ze strony śledczych jak i poszukiwania psychologicznego obrazu mordercy, to jednak całość obrazu zdominowana przez zmienną scenerie ogromnie zaciekawiła. To niewątpliwie największa zaleta tej lektury