Arthur Conan Doyle, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak „Przygody Sherlocka Holmesa… z angielskim!” (Paweł Krysiak)

Arthur Conan Doyle, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak „Przygody Sherlocka Holmesa… z angielskim!” (Paweł Krysiak)

 Arthur Conan Doyle, Martha Fihel, Dariusz Jemielniak

"Przygody Sherlocka Holmesa… z angielskim!"

wyd. Telbit

Paweł Krysiak

 

 

 

"To elementarne, mój drogi Watsonie" – choć zasadniczo powinienem zacząć w sposób następujący: "That's elementary, my dear Watson".

 

Dlaczego właśnie tak? Bo tym razem w moje ręce wpadła pozycja, która uczy, bawiąc i bawi, ucząc. Jeżeli chcesz podszkolić swój angielski, a przy okazji przeczytać dobrą powieść – możesz śmiało wybrać książkę "Sherlock Holmes i pies Baskerville'ów… z angielskim". Autorzy, czyli Marta Fihel i Dariusz Jemielniak kierują ją do czytelników, którzy angielski mają opanowany w stopniu przynajmniej średniozaawansowanym. A jak dowodzą badania, najskuteczniejszą formą nauki na tym etapie, jest właśnie czytanie oryginalnych tekstów po angielsku.

 

Książkę można podzielić na dwie zasadnicze części: tę, w której po prostu śledzimy rozwój wydarzeń; oraz tę, w której podnosimy swoje umiejętności językowe. O samej powieści mówić nie muszę, bo Arthur Conan Doyle jest klasykiem, którego nie trzeba rekomendować. Najistotniejsza i tak jest tu przecież część ucząca. I tu pojawia się kilka problemów.

 

Słownictwo bardzo słusznie wyjaśniane jest równolegle z tekstem, natomiast należy zganić autorów za kilka popełnionych błędów. Wielokrotne tłumaczenie tego samego słówka, tłumaczenie go dopiero po kilku stronach od jego pierwszego wystąpienia, czy pomijanie słów, które z racji na charakter powieści, bywają już archaizmami i powinny być przetłumaczone w pierwszej kolejności.

 

Poza słownictwem, mamy też możliwość zapoznania się ze strukturami gramatycznymi i idiomami występującymi w danym rozdziale. Przybliżany jest nam też rys historyczno-kulturowy Anglii. A wszystko to ubrane w zgrabne i naprawdę ciekawe ćwiczenia, które faktycznie stymulują nasz mózg i zachęcają do zgłębiania zawiłości języka angielskiego.

 

Podsumowując, poza kilkoma drobnymi wpadkami od strony zwyczajnego, logicznego podejścia do tematu, ze spokojnym sumieniem mogę polecić tę książkę wszystkim tym, którzy chcą dobrze mówić i rozumieć język angielski. I to angielski w jego żywym wydaniu, bo choć powieść napisana jest w stylu obowiązującym na początku XX wieku, to jest on bardzo zbliżony do takiego, jakiego używa się na ulicy w Londynie. I taki właśnie język jest najbardziej przydatny, zamiast bezmyślnych formułek wbijanych na pamięć, do których jesteśmy przyzwyczajeni ze szkoły. A jeżeli przy okazji lubicie zagadki detektywistyczne Holmesa, to tym bardziej nie ma się nad czym zastanawiać tylko pędzić do księgarni po książkę, która świetnie łączy przyjemne z pożytecznym.