Melissa De La Cruz „Zapach spalonych kwiatów” (Justyna Ochota)

Melissa De La Cruz „Zapach spalonych kwiatów” (Justyna Ochota)

Melissa De La Cruz „Zapach spalonych kwiatów”

wyd. Znak

Justyna Ochota

 

 

Melissa De La Cruz stworzyła historię, która miała być połączeniem magii rodem z Harry'ego Pottera, akcji niczym z sagi „Zmierzch” i romansu z serii Harlequin. Nie da się jednak ukryć, że taką historią nie jest. Zarówno fani romansów, jak i twórczości J.K.Rowling a nawet Stephenie Meyer, zagłębiając się w lekturę „Zapachu spalonych kwiatów” nie poczują nic, żadnych emocji, może za wyjątkiem frustracji.

 

„Zapach spalonych kwiatów” to historia trzech kobiet żyjących w XXI wieku, będących czarownicami. Joanna, Freya i Ingrid to nieśmiertelne wiedźmy zmagające się z średniowiecznym wyrokiem, który zakazuje im wykorzystywania swoich magicznych zdolności. Kobiety posłusznie stosują się do wymierzonej im kary, jednak przychodzi moment, w którym decydują się zbuntować. Każda z nich tęskni bowiem za magią. Freya jako najodważniejsza z rodu Beauchamp ośmiela się wykorzystać swoje umiejętności w pracy w lokalnym pubie. Fakt ten dodaje odwagi pozostałym bohaterkom, które postanawiają pomagać znajomym w rozwiązywaniu różnych problemów za pośrednictwem czarów. Magiczna sielanka nie trwa jednak zbyt długo. W rodzinnym miasteczku czarownic dochodzi bowiem do dziwnych, tajemniczych i tragicznych zdarzeń. Podejrzenie pada na wiedźmy, do których wraca trauma sprzed lat…

 

Wszyscy sięgający po książkę De La Cruz już po przeczytaniu kilku rozdziałów dostrzegą sporo niejasności i niedociągnięć w fabule. Częstym zjawiskiem jest porzucanie przez autorkę wątków, które z punktu widzenia czytelnika mogą wydawać się istotne. Momentami fabuła wydaje się również mocno naciągana, co nie jest zbyt przekonujące. Można odnieść wrażenie, że autorce po prostu zabrakło pomysłu na to co dalej z losami bohaterów. Ponadto historia jest po prostu śmieszna, ponieważ autorka z jednej strony, na przykład poprzez śmiałe opisy życia erotycznego Freyi, starała się stworzyć powieść dla dojrzałego czytelnika, a z drugiej zaś opisując Joannę latającą na miotle i wymachującą różdżką, wprowadza nastrój zupełnie nie pasujący do pozostałych wątków. Szczególnie tego kryminalnego, który moim zdaniem został dodany do fabuły zupełnie niepotrzebnie i na siłę.

 

Po przeczytaniu „Zapachu spalonych kwiatów” pozostaje nieodparte wrażenie, że autorka „przedobrzyła” maksymalnie kumulując wątki i zapychając fabułę. Ponadto bardzo trudno określić grupę docelową powieści. Z pewnością nie są to dojrzali czytelnicy, którzy oczekują, że historia przelana na papier na długo pozostanie w ich pamięci. Nie są to również fani fantasy czy innych pozycji, których fabuła wiąże się z magią. Dla nich ta historia jest zdecydowanie zbyt płytka. Jak dla mnie powieść De La Cruz może przemawiać do nastolatków eksperymentujących z literaturą i poszukujących ulubionego gatunku.