"Makbet" na wrocławskiej scenie
Opera Wrocławska zaprasza na trzecią już operę Giuseppe Verdiego, do której libretto opiera się na sztuce Szekspira. Zdecydowanie warto z tego zaproszenia skorzystać.
Słuchając i oglądając "Makbeta" w Hali Stulecia przenosimy się w świat fantastyki. Ogromny wpływ na to ma z całą pewnością scenografia Pawła Dobrzyckiego. Zanim usłyszymy pierwsze dźwięki opery już będziemy mogli zachwycić się i zauroczyć zaaranżowaną sceną, od której przez następne 3 godziny nie oderwiemy wzroku. Mroczna, baśniowa inscenizacja zapada w pamięć, mimo że jest jedynie tłem dla rozgrywającego się widowiska. Tłem, które idealnie oddaje klimat opery i współgra z układami choreograficznymi, jakie mamy niewątpliwą przyjemność zobaczyć. Bożena Klimczak, autorka choreografii w pełni wykorzystała możliwości zespołu baletowego Opery Wrocławskiej. Taniec wiedźm przenosi nas w świat pozazmysłowy, a sceny te potęgują wrażenie obłędu Lady Makbet, w którą wcieliła się włoszka Maria Pia Piscitelli. Szaleństwo bohaterki oraz jej męża -w tej roli Lucio Gallo – świetnie oddały nie tylko choreografia, czy muzyka (Ewa Michnik nie zawiodła po raz kolejny jako kierownik muzyczny), ale także umiejętności wokalne i aktorskie pary.
Niemieckiemu reżyserowi Bruno Berger-Gorskiemu udało się zbudować pomost, dzięki któremu przenosimy się w czasy współczesne Verdiemu. Mimo że minęło niemal 150 lat, odkąd opera "Makbet" zachwyciła po raz pierwszy (paryska premiera odbyła się w 1865 roku), wciąż udaje się porwać kolejne pokolenia. I tak było również i tym razem. Owacje po premierze trwały i trwały, mimo że wśród pięciotysięcznej widowni spora część wcześniej nie miała kontaktu z operą. Wrocławski "Makbet" nie znudził ani wielbicieli widowisk, ani młodych widzów dla których była to pierwsza wyprawa do operowego świata. Stuosobowy chór, orkiestra, balet, konie, efektowne kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej, a przede wszystkim muzyka wzbudzają emocje, których nie zapomina się po opuszczeniu widowni. Kolejne sceny pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że czujemy się odcięci od współczesnego świata. Jestem przekonana, że jeśli na widowni znalazła się grupa , którzy po raz pierwszy zetknęli się z tak ogromnym przedsięwzięciem to może być to początek odkrycia nowej fascynacji tym rodzajem sztuki teatralno-muzycznej w wykonaniu opery Wrocławskiej.