Hernan Rivera Letelier "Opowiadaczka filmów" (Monika Glińska)

Hernan Rivera Letelier "Opowiadaczka filmów" (Monika Glińska)

Hernan Rivera Letelier "Opowiadaczka filmów"

wyd. Muza

Monika Glińska

 

 

Gdy turyści opisani na końcu książki Hernana Rivery Leteliera trafiają do opuszczonej osady zagubionej w środku chilijskiej pampy, pytają ze zdumieniem swoją przewodniczkę: „Jak mogliście mieszkać na takim odludziu? Czy ktoś w ogóle był w tym miejscu szczęśliwy?” – „Dla nas to miasteczko było rajem” – odpowiada Maria Margarita… Nie wierzą. W myślach nazywają ją melancholijną i melodramatyczną, a nawet obłąkaną. Jednak opowieść kobiety, która w latach 60. XX w. przez 4 lata trudniła się opowiadaniem filmów, potwierdza, że ludzie mogli tam być szczęśliwi, choć ich życie z całą pewnością nie było rajem.

 

Maria Margarita, bohaterka i narratorka książki „Opowiadaczka filmów”, miała 10 lat, kiedy jej sparaliżowany ojciec wpadł na niecodzienny pomysł. Ponieważ nie było go stać na bilet do kina dla całej rodziny, a sam miał do niego utrudniony dostęp, urządził swoim dzieciom zawody. Wysłał po kolei każde z pięciorga, by obejrzało w kinie film i po powrocie do domu zrelacjonowało go pozostałym członkom rodziny. Ten, kto zrobił to najlepiej, miał zapewnione chodzenie do kina na wszystkie premiery. A jako że kino było tam właściwie jedyną rozrywką i swoistym oknem na świat, nagroda stanowiła nie lada gratkę. Nie zdradzę Wam, jak do tego doszło, że konkurs wygrała jedyna w tej rodzinie dziewczynka, dość powiedzieć, że dzięki swojemu talentowi stała się sławna w całej okolicy, a zajęcie, które początkowo miało być tylko rodzinnym zwyczajem, przerodziło się w jej stałą profesję.

 

Brzmi nierealnie? Początkowo może i tak, ale jeśli popatrzymy na sprawę nie z perspektywy uczestnika zachodniej kultury, lecz osoby mieszkającej  na przysłowiowym końcu świata – wtedy z łatwością uwierzymy w istnienie opowiadaczy, którzy na godzinę, dwie odmieniali ponure życie mieszkańców małych miasteczek, wspierając się magią złotego ekranu.

 

 „Opowiadaczka filmów” to nie tylko historia konkretnej osoby przedstawiona z perspektywy lat, to także opowieść o zmierzchu pewnej ery, ery kina sprzed telewizora (która klimatem przypomina Cinema Paradiso Giuseppe Tornatore). To w końcu historia znikania osady o nazwie Oficina i jednocześnie opowieść o straconych marzeniach. Nuta żalu i sentymentalizmu pojawia się jednak dopiero na ostatnich stronicach tej książki. Początkowo narracja jest pełna entuzjazmu, a w prostych słowach odnajdujemy humor i dumę z odniesionego sukcesu. Każdy kolejny rozdział jest jednak mniej radosny, coraz bardziej przejmujący. Wszak Maria dojrzewa, z dziecka staje się kobietą i zaczyna mieć swoje tajemnice.

 

Kiedy myślę nad zaletami tej niepozornej książki (liczy ok. 100 stron), to jako pierwsza przychodzi mi na myśl szczerość i prostota stylu. Jest on nastawiony na rzetelne zrelacjonowanie przeszłych wydarzeń, jednak kryją się za nim emocje, które znienacka dopadają wciągniętego w lekturę czytelnika. Poza tym autorowi udała się rzecz najważniejsza. Mimo że zdarzenia i postaci są wytworem jego wyobraźni, wydają się tak prawdziwe, że gdybym wybrała się w podróż do Chile, pokusiłoby mnie, by sprawdzić, czy po Marii Margaricie nie został jakiś ślad w niewielkim miasteczku z nieczynną kopalnią saletry i kinem, które stanowiło centrum społeczności… „Opowiadaczka filmów” to druga mikro-powieść chilijskiego pisarza Hernana Rivery Leteliera wydana w Polsce. Jednego z najciekawszych obecnie przedstawicieli literatury latynoamerykańskiej. Idealna na długi jesienny wieczór. Czyta się ją błyskawicznie, w głowie zostaje zdecydowanie na dłużej.