J. M. McDermott "Dzieci demonów" (Grażyna Wiatr)
J. M. McDermott "Dzieci demonów"
Prószyński i s-ka
Grażyna Wiatr

„Dzieci demonów”. Już sam tytuł zapowiada, że mamy do czynienia z powieścią fantasy. Jak zapowiada wydawca, ma być ona pełnokrwista i mroczna. I dokładnie taka jest. Ale czy to wystarczy? Wybitność tej książki nawet w swoim gatunku jest bardzo wątpliwa.
Na początku muszę Wam powiedzieć, że wielką znawczynią ani miłośniczką fantasy nie jestem. „Dzieci demonów” miały być dla mnie po prostu odskocznią dosłownie w inny świat. A świat przedstawiony przez J.M. McDermotta to Psia Ziemia, kraina skażona przez demony. Autor przygotował nam tu bardzo ciekawą historię Wędrowców Erin, wilków mogących przybrać ludzką postać, którzy tropią tytułowe dzieci demonów. Tylko tak naprawdę to nie oni są głównymi bohaterami książki McDermotta. Jest nim Jona, potomek demona, który, nie ma co ukrywać tego faktu, już nie żyje. Przez jego wspomnienia poznajemy realia Psiej Ziemi i to jak żyje się w niej dzieciom demonów.
Więcej nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że do tej powieści trzeba się przekonać. Mi zabrało to tydzień, kiedy po pierwszych stronach odłożyłam lekturę, stwierdzając, że tego się po prostu nie da czytać. Potem jednak musiałam zmienić zdanie, bo fabuła powieści McDermotta naprawdę wciąga.
Jednak ciekawa historia dobrej książki nie czyni. „Psia Ziemia” ma niecałe 300 stron. Pochwalę autora, że nie poszedł modnym teraz trendem na opasłe tomiszcza. Ale mimo tak małej objętości i tak pewne fragmenty ze spokojem można by ominąć, a dodać na przykład opisy, których w książce jest jak na lekarstwo. Daje to miejsce na uruchomienie wyobraźni czytelnika, ale zabiera mu także trochę przyjemności z poznawania świata przedstawionego.
Demony to stworzenia z założenia plugawe i nie niosące nic oprócz zła. Ale czy ich potomkowie też tacy są? To główne pytanie, na które historia przedstawiona przez McDermotta ma odpowiedzieć. Uczłowieczanie potworów? To modne w dzisiejszej popkulturze. Ale próżno szukać w „Psiej Ziemi” płakania do księżyca, czy żałosnych miłosnych rozterek. Mamy tu do czynienia raczej z poważniej ujętym problemem skazy, przekleństwa z jakim borykają się dzieci demonów.
Zachęcić was zatem do lektury, czy też nie? Mimo rażących wad książki McDermotta – zachęcam. A dla tych, którym się spodoba mam dobrą wiadomość,: „Dzieci demonów” to pierwsza część trylogii pod tytułem „Psia Ziemia” i już niebawem ukaże się jej druga odsłona.