Stephenie Meyer "Zmierzch" (Bartłomiej Domagalski)
Stephenie Meyer "Zmierzch"
Wydawnictwo Dolnośląskie
Bartłomiej Domagalski

Nie pierwszy raz sięgnąłem po książkę, która ma odpowiedzieć na łatwe i szybkie zaspokojenie czytelnika, tak jak przyzwyczaiła nas do tego popkultura.
Magia i czar „Zmierzchu” przyciąga tysiące fanek, namiętnie rozczytujących się w tej powieści. Ja przeczytałem ją dość późno, gdy popularność pierwszej części zdawała się już gasnąć. Dawno już powstał film na jej podstawie, Robert Pattinson stał się idolem nastolatek i napisano kolejne części sagi. Pomimo tego starałem się poznać „Zmierzch”, zastanawiając się, co przyniosło mu tak duży sukces. Na początku było dla mnie fascynujące, jak Stephanie Meyer przekonuje, że pośród ludzi żyją mityczne stworzenia, o których istnieniu mogą wiedzieć tylko nieliczni.
Pomysł, by napisać o miłości wampira do nastolatki, jest chwytliwy, a do tego kolejne kartki przewraca się szybko i umysł chłonie treść jak gąbka wodę. Tutaj jednak koniec zalet. Są w tej dobrze zapowiadającej się pozycji liczne wady. Narzekać jest na co. Rozśmiesza konstrukcja świata, w którym żyją bohaterowie: jest plastikowy i cukierkowy niczym domek Barbie i Kena. Tam nikt nie ma problemów na miarę przeciętnych ludzi, wszystko jest sztuczne. „Jak ocenią mnie inni?”, „Czemu nie dzieje się tak, jak ja chcę?”. To sposób Meyer na przedstawienie dylematów zakompleksionej amerykańskiej nastolatki.
Przed długi czas miałem nadzieję, że autorka tchnie w swoje dzieło nieco więcej realizmu, a niedorzeczność sytuacji zatuszuje nieco zręczniej albo owieje je tajemniczością, nadając nieco inny kierunek wydarzeniom. Niestety zuchwałość bohatera o nadludzkiej sile, jak i bezkrytyczność głównej bohaterki Belli tak mnie irytowały, że nieraz odkładałem książkę na półkę.
Współcześnie młodzi ludzie nie mają czasu na lekturę, a łatwa twórczość Meyer daje możliwość powrotu do literatury najmniej wymagającym czytelnikom, ale to, co przeczytałem, nie jest ani wciągającym romansem, ani horrorem.
Może ktoś lubi wierzyć w bajki, może też urzeka go piękny i bystry wampir Edward… Jeśli w świecie „Zmierzchu” prawdziwość zdarzeń mierzy się głębią przeżyć głównej bohaterki, to w przypadku bardziej wyrobionego czytelnika o jakichkolwiek przeżyciach nie może być mowy, a na usta ciśnie się tylko określenie: totalna fikcja.