Andrzej Bart "Rien ne va plus" (Hubert Guzera)
Andrzej Bart "Rien ne va plus"
wyd. W.A.B.
Hubert Guzera
Od dłuższego czasu żadnej książce nie udało się zaintrygować mnie swoim opisem. Sięgając po "Rien Ne va plus" wzmianka o jej głównym bohaterze, a raczej jego sytuacji, przykuła moją uwagę. Powieść tym bardziej zachęcała do lektury, gdy na swoim rewersie chwaliła się uzyskaną nagrodą Kościelskich i tytułując powieścią dwudziestolecia.
Wspomniany bohater to książe Tomasso D'arcipazzi , włoski szlachcic prowadzący raczej hulaszczy tryb życia, u którego kresu zawiera demoniczny układ. Pędzlem maestro Solteriniego malującego Tomasso na łożu śmierci, na płótno przenosi się także jego świadomość. Odtąd, dla szlachcica ramy obrazu stają się zaświatami, z których swobodnie ogląda realny świat. Zbiegiem okoliczności obraz po namalowaniu trafia do watykańskiego księdza, Pietro Baudiego, który wyrusza z misją dyplomatyczną do dalekiego kraju na wschodzie. Trafia do Polski, gdzie ofiarowany początkowo ostatniemu królowi, Stanisławowi Augustowi, przechodzi z rąk do rąk, przez ponad 200 lat będąc świadkiem naszej historii. Sposób prowadzenia narracji ustami obrazu to niewątpliwie największy walor książki. Książe D'Arcipazzi spodziewał się w Polsce zastać białe niedźwiedzie chodzące po ulicach i nieustannie dziwi się tutejszej cywilizacji i charakterom Polaków. Komentuje, docina i raczy nas anegdotkami ze swojego ciekawego życia . My, w miarę upływu czasu jesteśmy świadkami jego zmiany – świat i postęp są dla niego coraz bardziej niezrozumiałe, więzi z Polską mocniejsze, a on coraz mniej zainteresowany obserwacją z zaświatów.
Wbrew pozorom, księcia D'Arcipazziego jest jednak w powieści niewiele. Sam, zaintrygowany głównie jego postacią, czytałem książkę z coraz większym zażenowaniem. Nijak bowiem nie mogłem zgodzić się z entuzjastycznymi recenzjami, bo choć Andrzej Bart zachwyca językiem, "Rien Ne Va Plus" daleko do bycia powieścią dwudziestolecia. Już po pierwszych paru stronach powieść staje się kroniką nie księcia, a historii Polski. On jest biernym obserwatorem, komentuje i opisuje, a rzeczywistymi bohaterami stają się kolejni właściciele obrazu. Niestety, zmiany posiadaczy są zawsze niespodziewane, gwałtowne, a kolejnych właścicieli nic nie łączy. Otrzymujemy w rezultacie krótkie epizody, które łączy jedynie osoba D'Arcipacciego. W mojej opinii byłby to zabieg doskonały, gdyby nie płytkość z jaką przedstawieni zostali i bohaterowie, i historia. Zaskakuje mnie, jak przez 200 lat D'Arcipazzi trafiał na ludzi jedynie dobrych ,szlachetnych i nastawionych patriotycznie. W dodatku, jeżeli ktoś walczył o wolność Polski, to mamy gwarancję, że okaże się być piękny. Ujmuje to książce, bo cóż z tego, że Andrzej Bart po mistrzowsku opisuje sceny miłosne, z niezwykłym kunsztem operując językiem, skoro bohaterowie zakochują się i pożądają od jednego spojrzenia? Czytałem powieść dalej, licząc na to, że książe D'Arcipazzi swoją postacią będzie nadrabiał niedostatki innych bohaterów. On jednak, nie licząc się z moimi nadziejami pozostał biernym obserwatorem i ostatecznie nie wiemy o nim nic, poza ogólnikami. Nietypowe to zagranie autora, narratorem uczynić obraz, a gdy czytelnik pyta "Jak to się stało?" nie dać odpowiedzi.
Rien Ne va plus trzeba przyznać, że jest wyjątkowa dzięki mistrzowskiemu operowaniu słowem, szerokiej wiedzy autora i mnóstwu wątków pobocznych. Czyni to z powieści lekturę ciekawą, i choć historię Polski znamy doskonale ze szkoły, zastanawia nas jak dotknie ona D'Arcipazziego i właścicieli obrazu. A zwłaszcza, jak skończy się przygoda księcia w ramach zaświatów. Największy zarzut skierować muszę nie do książki, a samego Andrzeja Barta osobiście. Jako autor wykorzystał on historii Polski kanwę swojej powieści, zapominając o odpowiedzialności przy jej opisywaniu. Bardzo raził mnie wiecznie pozytywny sposób przedstawienia Polaków, kompletnie niezauważający ich wad. Nie ma słowa o przyczynach upadku powstań, zatwierdzeniu rozbiorów przez sejm, przewrocie majowym i innych niechlubnych kartach historii. Wszyscy obcokrajowcy, włączając w to o dziwo zaborców, wypowiadają się o Polakach w najwyższych komplementach. Ponadto, jesteśmy świadkami pełnych kiczowatego patosu scen, jak gdy Polka gwałcona przez sojuszników francuzów, oświecona troską o ojczyznę, przestaje się bronić.
Rien Ne Va Plus jako lektura do poduszki sprawdzi się wyśmienicie, a to za sprawą ciekawej tematyki, nietypowemu przedstawieniu historii Polski i przede wszystkim , wspaniałego użycia języka. Doskonały wybór aby zrelaksować się, i przy lekkim zabarwieniu historycznym, podziwiać kunszt pisarski. Wydaje mi się jednak, że ambicją autora było napisać powieść wielką i to niestety, nie udało się.