Orson Scott Card "Pamięć ziemi" (Bartosz Rutkowski)

Orson Scott Card "Pamięć ziemi" (Bartosz Rutkowski)

Orson Scott Card "Pamięć ziemi"

wyd. Prószyński i S-ka

Bartosz Rutkowski

 

 

30 miliardów lat temu, uciekający z Ziemi ludzie stworzyli maszynę, która mogła ingerować w ich umysły by nigdy więcej nie dopuści do samozagłady świata w którym żyją. Obecnie mieszkańcy planety Harmonia nazywają ją Nadduszą.

 

Tak w dwóch zdaniach można zmieścić cała fabułę książki Orsona Scotta Carda „Pamięć Ziemi”. Nie jest to lektura o porywającej fabule, ekscytującej akcji czy bogatych opisach przyrody i otaczającego świata .

 

Banalność tej powieści objawia się w kilku aspektach. Pierwsza rzecz, która razi czytelnika,  to niesamowicie uproszczone profile postaci. Nie mają one ani większych wad, ani zalet. Są dobre lub złe. Nie ma tam stanów pośrednich, nie ma ani jednego odcienia szarości. Sprawia to, iż cała akcja książki jest bardzo przewidywalna, zaś bohaterowie popełniają proste, wręcz komiczne, błędy w rozumowaniu.  Prostota portretu psychologicznego każdej z postaci sprawia, że czytelnik ma przed sobą długą i bolesną drogę do końca książki. W dodatku jest ona osadzona  w niezbyt atrakcyjnym świecie Harmonii. Opisy miejsc  ograniczają się do krótkich wzmianek na temat jakiegoś kamienia lub rośliny, a miejsce w którym aktualnie przebywają bohaterowie charakteryzuje się słowami: duża pustynia, wielowiekowe miasto. Rzadko kiedy pojawiają się dokładniejsze opisy lokalizacji, co sprawia, że czytając książkę z gatunku fantasy nie możemy sobie w żaden sposób ułożyć jednolitego obrazu świata w który się zagłębiamy.

 

Jeszcze większy ból sprawia liniowość fabuły. Bohaterowie cały czas podróżują razem i w dialogach jednomyślnie prezentują wszystkie swoje myśli, nie zostawiając nic w zanadrzu, by zaskoczyć czytelnika. Ponadto, akcja rozwija się po przeczytaniu ponad dwustu stron książki i urywa się nagle ni stąd ni z owąd, spowalniając i właściwie sumując  wszystkie wydarzenia. Autor zostawia sobie jednak furtkę by kontynuować historię, co też czyni w kolejnych tomach Sagi Powrót do Domu.

 

Wznowienie serii przez Prószyński i Ska jest zapewne spowodowane wielką populranością innej książki tego autora, czyli Gra Endora. Tym razem jednak można Orsona Scotta Carda śmiało oskarżyć o psucie własnych książek i tworzenie na siłę czegoś miałkiego i niedopracowanego.

 

Jedynym plusem powieści jest lekkość z jaką się ją czyta. Jest to dobra lektura na pierwsze dwa wieczory po sesji, gdy jest Ci obojętne czy oglądasz mizerną komedię czy czytasz kiepscej sience – fiction.