Kamp!
Minęły trzy lata, odkąd na sklepowych półkach pojawił się pierwszy, długogrający album polskiego, łódzko-wrocławskiego tria. 23. października ekipa nareszcie wróciła z nowym LP – krążek zatytułowany jest 'Orneta' i z tej właśnie okazji przedstawiamy na nowo zespół Kamp! – Artystę Tygodnia w Radiu Luz.
Historia grupy sięga roku 2008 – Radek Krzyżanowski, Michał Słodowy i Tomek Szpaderski, mając wówczas dwadzieścia kilka lat, kierowani wspólną pasją do muzyki, postanowili razem tworzyć i koncertować. Kamp! to stali bywalcy wszelkich Juwenaliów – kto widział ich na żywo wie, że zdobyli spore grono fanów zanim fizycznie wydali jakikolwiek krążek. Brzmienie zespołu najogólniej określane jest jako elektro-pop i w tych klimatach ekipa czuje się najbardziej swobodnie. W ich nagraniach można znaleźć inspiracje nowofalową muzyką lat 80., niezwykłą melodyjność, dużo syntezatorów, francuski house i wszelkiego rodzaju motywy przywołujące skojarzenia z egzotycznymi miejscami – jak sami artyści przyznali, dźwięki ciepłe i leniwe.
https://soundcloud.com/kampmusik/01-heats
Wśród najmilszych komentarzy krytyków, jakie zespół Kamp! miał okazję usłyszeć lub przeczytać na temat swoich produkcji, w krótkim artykule promującym najnowsze wydawnictwo zespołu, magazyn K-MAG przytacza: "najlepszy muzyczny towar eksportowy z Polski", "nowy Kraftwerk", "nowa jakość polskiego elektro-popu" czy "oni są typami kreatorów trendów". Co sami artyści sądzą o swojej muzyce? Z pewnością nie są tacy pompatyczni. Idealnie świadczy o tym opinia Tomka Szpaderskiego: "nie podążamy ślepo za trendami, ani nie mamy ambicji, żeby je tworzyć. Gdy zaczęliśmy robić muzykę (…) byliśmy już w centrum trendu. Nigdy go nie wyprzedzaliśmy (…) staraliśmy się iść własną drogą. Super jest słyszeć takie słowa, ale ludzie, którzy rzeczywiście tworzą trendy, moga poczuć się zażenowani słysząc to określenie skierowane pod naszym adresem."
Wytwórnię Brennnessel (z języka niemieckiego – pokrzywa, taka ciekawostka) chłopaki z Kamp! założyli w roku 2009. Pierwszym wydawnictwem spod szyldu Pokrzywy była ich własna pięcioutworowa EPka – 'Thales One', wydana trzeciego lutego. Trzy miesiące później opakowali w krążek swój singiel 'Breaking a Ghost's Heart', rok później 'Heats', a w kolejnym roku 'Cairo' – tym razem współpracując z labelem 'Discotexas'.
Upalny i taneczny 'Cairo' sprawił, że czekanie na debiutancki album grupy stawało się nie do zniesienia – zarówno publiczność, jak i dziennikarze czy krytycy z niecierpliwością wypatrywali długogrającego wydawnictwa. Na to Kamp! kazał uzbroić się w cierpliwość – LP wyszedł dopiero 23.11.2012 i spotkał się w większości z przychylnymi opiniami. Część z nich pełna zachwytu, inni narzekali, że albumowi sporo brakuje i pozostawia nienasycenie. Pozostawał jednak fakt – Kamp! wykonali kawał dobrej roboty, zaczęli gruntować swoją pozycję na rynku, a ich wyrazisty styl stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny.
Wiosną 2014r. zespół wrócił z nowym singlem, nagranym w madryckim studiu Red Bulla utworem 'A New Leaf'. Piosence towarzyszy teledysk zrealizowany przez Sonię Szóstak, utalentowaną fotografkę młodego pokolenia, artystka jest również autorką okładki singla. Stworzone na fali oraz motywie rozprzestrzeniającego się w tym czasie w internecie z zawrotnym tempem artystycznego video 'beautiful agony', klip wraz z fotografią w ostatniej chwili stracił zgodę na wykorzystanie wizerunku, tym samym zespół zmuszony został do zasłonięcia twarzy filmowanej osoby i ostatecznie oddał słuchaczom wersję ocenzurowaną. Mimo to napisany w tonacji G-dur pogodny utwór wciąż zasługuje na szczególną uwagę.
W dwatysiące czternastym grupa nie przestawała zaskakiwać – jesienią do sieci wyszła ich kolejna EPka – spod szyldu nowojorsko-londyńskiej wytwórni Cascine. Nieco chłodniejsze brzmienie, niż te, do którego przezwyczaiło nas trio, drapieżne, brudniejsze syntezatory, duszne i hipnotyczne melodie złożyły się na trzy-utworowy Extended Play 'Baltimore', niepodobny do niczego, co mogliśmy wcześniej od Kamp! usłyszeć. Tytułowy 'Baltimore' oraz kolejno 'Parallels' i 'Early Days' idealnie wpasowały się w ubiegłoroczną jesień, równocześniej sprawiając, że od Kampa zaczęliśmy oczekiwać więcej – w końcu współpraca z wytwórnią wydającą tak wysokogatunkowe popowe specjały wyjątkowo wzmaga apetyt.
Po wydaniu na początku października pierwszego utworu z nadchodzącego albumu grupy, wówczas jeszcze bez daty premiery, pojawiły się głosy zarówno zachywtu, tłumaczonego słowami "wrócił stary dobry Kamp!", jak i zawodu pomieszanego z niechęcią – właściwie z tego samego powodu. Trio postanowiło odświeżyć pamięć słuchaczom typowo singlowym, niezwykle chwytliwym numerem 'No need to be kind'. Jednak pojawienie się długogrającego krążka dało nadzieję tym nastawionym krytycznie – brzmienie nowego albumu 'Orneta' jest wyjątkowo różnorodne, zwłaszcza zważając na fakt, że artyści przyzwyczaili publiczność do raczej przewidywalnych produkcji. Różnorodność jednak nie oznacza przesady – utwory wciąż zachowują znajomy, Kampowy mianownik, i mimo, iż opakowane w ciekawsze aranżacje i nie aż tak upalne dźwięki – jak podkreślają twórcy, 'Orneta' to raczej letnia podróż na północ – przystępność tworzonej muzyki jest dla nich rzeczą bardzo ważną – sami mówią, że chcą, aby ich twórczość trafiała do ludzi, a nie do elitarnej niszy.
'Ornetę', zamyka utwór zatytułowany '3000 Days'. Muzycy z dozą nostalgii tłumaczą: "cały album opowiada o naszym funkcjonowaniu we trójkę…" "jest o nas, o zespole. O tym, jak wyglądają nasze relacje, i o tym, jak żyje się w trasie. Jest tu motyw drogi, zmęczenia, sukcesów i porażek. Właśnie to jest na tej płycie. To jest klucz do tego, jak należy ją odbierać." Dostajemy też garść informacji związanych z samym numerem zamykającym: "Te tytułowe 3000 dni to lekkie nadużycie, ale mniej więcej od takiego czasu, jesteśmy sobie, chcąc nie chcąc, najbliższymi ludźmi, partnerami do bitki i do szklanki. Wiemy o sobie wszystko, a czasem zupełnie nic. 3000 days to typowy closer i gdybyśmy mieli dziś zakończyć naszą przygodę z Kamp!, to właśnie tym utworem."
