Artysta Tygodnia: Tricky
Adrian Thaws to bez wątpienia ikona muzyki elektronicznej. Będąc od tylu lat na scenie można pobłądzić, Trickiemu na szczęście raczej to nie grozi. Mocno trzyma się trip-hopowej ścieżki, na którą wszedł kilkanaście lat temu. W poniedziałek, 8. września na półki sklepowe trafił kolejny album tego pochodzącego z Bristolu artysty.
Początek kariery Tricky’ego łączy się oczywiście ze współpracą z Massive Attack – wokalista pojawił się na albumach „Blue Lines” i „Protection”, ale wkrótce drogi artystów rozeszły się. W 1995 światło dzienne ujrzała debiutancka płyta, na której Tricky w pełni pokazał swój talent do łączenia konwencji, stylistyk i cytatów.
Jeśli zachwyciło was "False Idols" to jestem przekonana, że i na najnowszym LP znajdziecie coś dla siebie. "Adrian Thaws" wydał mi się niezwykle koherentny z poprzednim, dziesiątym albumem , który był mocno osadzony w stylistyce pierwszych płyt Trickiego. Wciąż nie mogę wyjść spod wrażenia trwałości tego bristolskiego materiału. 80 bpm wzrusza jak za licealnych czasów, a Tricky udowadnia, że nie popełnia kiepskich albumów. Nazywając krążek swoim imieniem i nazwiskiem artysta chce nam przekazać, że tak naprawdę go nie znamy. „W dotychczasowej karierze muzycznej wiele razy próbowano mnie zaszufladkować, ale ja na każdym albumie udowadniam, ze jestem w innym miejscu” – mówi sam artysta. Nieszablonowość kompozycji, bezkompromisowość splatająca się z dojrzałą liryką tworzą album, obok którego nie można przejść obojętnie. Na Adrian Thaws usłyszycie 12 utworów opowiadających wciąż ciekawą historię pochodzącego z Bristolu artysty, jego wątpliwości, manifestu i powrotu do korzeni. Dodatkowo do wersji płytowej dołączone zostały niepublikowane jeszcze zdjęcia z młodości Trickiego.
Mimo, że tytuł najnowszej płyty wskazuje na jeszcze bardziej osobiste podejście do krążka, to bez „gościnnych”partii takich artystek takich jak Francesca Belmonte, Nneka czy Oh Land ta płyta straciłaby swój magiczny charakter. Eteryczny głos Tirzah na otwierającym album Sun Down, niepowtarzalne flow Belli Gotti na Gangster Chronicle czy hipnotyczny wokal Oh Land w genialnym Right Here . Chapeau bas drogie Panie!