Artysta Tygodnia – Lenzman
Postać Lenzmana już od wielu lat jest promieniem nadziei w marginalizowanym świecie muzyki drum and bass. Nie tylko dlatego, że krytycy i nowoczesny, alternatywny słuchacz zepchnęli tak dynamiczne granie do jednego, plastikowego pojemnika z napisem EDM, z uśmiechem na ustach taplając się w swojej ignorancji. Lenzman, czyli pochodzący z Hagi Teije van Vliet, przede wszystkim od samego początku swojej kariery był synonimem postępu, gwarancją jakości, artystą o niewyobrażalnym wyczuciu i wizji. Co więcej, nigdy nie przekroczył śliskiej granicy pomiędzy głębią i autentyczną duszą soulu a kiczem i tanim samplingiem, co dość często okazuje się problemem nie do przeskoczenia dla liquid funkowych producentów.
Wśród swoich największych inspiracji wymienia takie postaci jak Curtis Mayfield, Notorious B.I.G. czy Gil Scott-Heron. Zafascynowany brzmieniem perkusji i basu jakie wydobywano na wydawnictwach takich katalogów jak Valve Recordings czy wczesne Metalheadz jeszcze w latach 90-tych, Lenzman stworzył swoją własną formułę liquid funku. Stanął naprzeciw standardom wyznaczanym przez wytwórnie Hospital Records czy Spearhead Records, w pojedynkę nakreślając ścieżkę, w której stronę warto było skierować niszę o tak ogromnym, do dziś w pełni niewykorzytanym potencjale. Styl Lenzmana nie był nigdy jedynie sekwencją miękkich klawiszy, wibrującego basu i natrętnego wokalu przypadkowej piosenkarki podepchniętej przez wytwórnię.
Indywidualizm i perfekcjonizm usłyszeć można było już na pierwszym singlu w karierze Lenzmana, wydanym dla wspomnianego Spearhead. Caught Up brzmiało jak nic wcześniej, było miękkie, słoneczne i rozhuśtane do granic, a jednocześnie emanowało potężną dawką emocji i undergroundowym brudem. Do tego kapitalnie umiejscowiony sampel z Think (About It) Lyn Collins, co teoretycznie wykopaliskiem odkrywczym nie jest, aczkolwiek w przypadku tego utworu właśnie zachwyciło wyobraźnią i wykonaniem.
Kariera Lenzmana dość szybko nabrała należnego rozpędu. Wydawnictwa dla C.I.A., Fokuz czy Phunkfiction oraz współpraca z takimi tuzami i poniekąd wzorami dla samego Holendra jak Submorphics i Electrosoul System w konsekwencji zaowocowały przełomem w póki co relatywnie krótkiej historii Lenzmana. 2010 rok przyniósł kontrakt z legendarną wytwórnią Metalheadz. Goldie prawdopodobnie podjął jedną z najbardziej trafnych decyzji jeśli chodzi o zależność między brzmieniem labelu, a autonomicznym podejściem wobec własnej twórczości podpisanego wówczas artysty. Pierwszą pozycją dla katalogu Metalheadz Lenzmana był singiel Open Page ze zmysłową wokalistką Riyą, która dziś swój rozwój może zawdzięczać przede wszystkim naszemu Artyście Tygodnia. Utwór do dziś wyznacza pewien standard brzmienia soulowej odsłony drum and bassu i nawet po czterech latach zawsze skutecznie odgrywa swoją rolę na parkietach.
Wydawnictwa dla Metalheadz to nieprzerwane pasmo sukcesów Lenzmana. Masquerade, Broken Dreams, How Did I Let U Go i Empty Promise to naprawdę coś więcej niż kolejne single dla poważanej wytwórni, które z łatwością dominowały na listach Beatportu. To indywidualna nisza, punkt odniesienia dla setek artystów i nowa, ciągle świeża jakość, za którą stoi tak skromna osoba jaką prywatnie jest Lenzman.
Po tegorocznym zwieńczeniu swojej współpracy z wytwórnią C.I.A. i wersją VIP kultowego już Ice Cold Soul wydanego w 2012 roku, a na które czekaliśmy tak naprawdę trzy lata od pierwszych odtworzeń w trakcie setów Goldiego czy samego Lenzmana, nadszedł czas na debiut długogrający. 16 czerwca, nakładem Metalheadz rzecz jasna, ukazało się Looking At the Stars LP. Materiał niesamowicie dojrzały, przemyślany od pierwszego do ostatniego dźwięku. Materiał będący kolejnym, bardzo logicznym krokiem w karierze muzyka, zamykającym pewien etap twórczości. Idealnie zbalansowane korzenne podejście i miłość wobec liquid funkowych rozwiązań z nowymi kierunkami, w stronę któych Lenzy może (choć nie musi) skierować swój rozwój artystyczny.