Zakręty losu – Agnieszka Lingas-Łoniewska (Joanna Wawryczuk)
Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"
wyd. Novae Res
Joanna Wawryczuk
Książka „Zakręty losu” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej zaczyna się tak, że już na początku bym ją przekreśliła. Młoda dziewczyna walczy z myślami, w których najczęściej pojawia się dramatyczne pytanie „dlaczego, dlaczeeeego”.
Już na 15 stronie główna bohaterka, piękna i wysportowana Kasia, idzie pobiegać… o, przepraszam, uprawia jogging. Poślizguje się na mokrych liściach, wykonuje szpagat. Pomaga jej wstać przejeżdżający akurat obok na rowerze Krzysiek – powalająco przystojny blondyn, który, cytuję: „Był ubrany w (…) strój do jazdy, który nader wyraźnie ukazywał jego świetnie rozwinięte mięśnie.” Przerażona wyobraźnia sama czytelnikowi podsuwa, co będzie potem – szalony romans, wielka miłość do końca życia i dużo seksu. I owszem, tak jest. Między innymi.
Akcja „Zakrętów losu” toczy się we Wrocławiu i rozpoczyna trzynastoletnią retrospekcją. Katarzyna najbardziej chciałaby, żeby jej życie składało się ze szczęśliwej rodziny, całowania z Krzyśkiem, ze szkoły i gry w koszykówkę. Niestety – przeprowadzka do domu nowej żony ojca początkuje serię zdarzeń, które na zawsze pozostawią piętno na przyszłym życiu jej i ludzi z jej otoczenia. Źródłem chaosu są problemy z narkotykami jej przyrodniej siostry – ale nikt się nie spodziewał, że uzależnienie, w połączeniu z dziwnym, fanatycznym charakterem Gośki, będą aż tak tragiczne w skutkach. I jak cień, wciąż pojawia się brat Krzyśka – uwikłany w struktury mafii. Po trzynastu latach może się zdawać, że każdy ułożył już sobie życie na nowo. Ponowne spotkanie Kaśki i Krzyśka sprawia jednak, że ich życie znów staje się pełne pasji – i znów pełne niebezpieczeństw.
Czego brakuje książce Agnieszki Lingas-Łoniewskiej – to subtelność i naturalność. Wszystko jest przejaskrawione. Wiąże się to także z główną zaletą „Zakrętów losu”. Ale główną zaletą jest fabuła – niesamowicie wartka. Ta książka to bieg z przeszkodami. Łatwo się w nią wciągnąć, a przez treść przelatuje się w tempie ekspresowym. Tylko te przeszkody… No właśnie. Rażący bywa sam język – mam wrażenie, że autorka po niektóre zwroty sięgała do powieścideł miłosnych. Oprócz tego – sztampowość. Gdzie najłatwiej odnaleźć zaginioną narkomankę? Oczywiście siedzi na wrocławskim dworcu. Kogo o nią wypytać? Oczywiście brudnego dredziarza, akurat kręcącego się obok. Dobry chłopak jest blondynem, zły jest czarnowłosy.
Książka „Zakręty losu” potrafi jednak tak wciągnąć, że przymyka się na to oko, aczkolwiek będzie to pozycja najciekawsza dla młodego czytelnika – późne liceum czy wczesne studia. Choć bez wątpienia jest to jedna z pozycji, która nie wniesie wiele do historii literatury, to bardzo prawdopodobne, że czytelnik nie oprze się chęci sięgnięcia po kolejne części trylogii. Żeby dowiedzieć się, w jaki jeszcze wir akcji rzucą się bohaterowie i jak wybrną z kolejnych tarapatów.