Cudowne Lata – Wino z łez

Kac po winie jest najgorszy: suchy, kwaśny i jeszcze boli głowa. Obstawiam, że podobnie będzie za jakiś czas, kiedy z szerszej perspektywy pokusimy się o głębsze podsumowania mijającej dekady. Póki co widzę to tak, że najciekawszym osiągnięciem ludzkości było w niej oglądanie smutnych żab podczas rejsu gondolą po okalającej cmentarz rzece. Przygnębiające? Umywam rączki, bo to nie ja wymyśliłem duchologię („l’amour ou la mort?”).

Natomiast najnowsze wydawnictwo Cudownych Lat trochę wyjaśniło mi rosnącą popularność tzw. aperolku. W ostatni weekend bowiem ów trunek debiutował w moim systemie i na własnym gardle przekonałem się, jak smakuje rozgrzewająca mieszanka wody, lodu i owocowo-ziołowych procentów. Ciekawe, że najlepsze partie bukietu były albo przed, albo już za mną – ale nigdy tu i teraz. Im jednak bliżej dna szklanki, tym silniejsza stawała się słodsza nuta; mimo tego zaczęło się od wykrzywiającej twarz goryczy. „Nie zapomnę”.

Sebastian Rogalski