Mac Miller

Autor: Radosław Łabędzki

I got all the time in a world, so for now I'm just chillin'… Tak śpiewał Mac Miller na swoim singlu Self Care, wydanym ledwie miesiąc przed jego przedwczesnym odejściem. Niesamowicie pracowity artysta, robiący progres z każdą kolejną płytą, zmarł z powodu przedawkowania 7. września 2018. roku. Zostawił po sobie 18 albumów i mixtapów, kilka EPek i wielką bibliotekę bitów. 

Już mając 18 lat, Malcolm James McCormick, bo tak się nazywał Mac Miller, współpracował z Wizem Khalifą i Killer Mikem. Nie upłynęło wiele czasu nim podpisał kontrakt z lokalną wytwórnią płytową Rostrum i wydał swój debiutancki album Blue Slide Park, który może nie był tak dobry jak wydane wcześniej mixtape'y K.I.D.S. i Best Day Ever, ale dzięki dynamicznie rosnącej popularności artysty stanął na pierwszym miejscu listy Bilboard 200 w tygodniu premiery. 

Mac był przez całą swoją karierę bezwzględnie oddany muzyce, spędzał większość swojego czasu w studiu lub w trasach koncertowych. I choć przez chwilę, tuż po swojej przeprowadzce z rodzinnego Pittsburgh do Los Angeles, był bliski kariery gwiazdy reality show, zrezygnował z udziału w programie Mac Miller and the Most Dope Family właśnie po to, by móc się w pełni poświęcić tworzeniu. Zmiana lokalizacji na LA była też dla McCormicka niesamowitą okazją. Szybko nawiązał współpracę z wieloma mieszkającymi tam artystami, wśród któych znaleźli się m. in. Tyler, The Creator czy Schoolboy Q, a lista koneksji i gościnnych występów powiększała się stale aż do jego ostatnich wydawnictw.

Od początku swojej kariery eksperymentujący z samplami, instrumentami i brzmieniami, zmieniający alter-ego i jako Larry Fisherman tworzący bity wykraczające poza bariery gatunkowe. Mac Miller z każdym kolejnym miesiącem robił progres. Jego ostatni album, jeśli nie zostanie zapamiętany jako jego najlepszy, to na pewno jako najbardziej dojrzały. Abstrakcyjne miejscami teksty znalazły, w pewien dziwny i smutny sposób, punkt zaczepienia w momencie jego śmierci. Mac tworząc używał i używając tworzył, a cienka granica między szczęściem i depresją była dla niego inspiracją zarówno dla złożonych brzmień użytych na Swimming, jak i dla wielu opartych na niedopowiedzeniach i metaforach tekstów. Mac zostanie zapamiętany jako niesamowicie pracowity i wiecznie uśmiechnięty artysta, który zmarł nim dotarł do szczytu swojej muzycznej kariery.

Obszerny materiał na jego temat można usłyszeć przez cały tydzień na antenie Akademickiego Radia Luz.