Molly Nilsson – Days Of Dust

Autor: Michał Rypel

Przyszłość jest nieznana. Teraźniejszość to ciągłe przemiany, odchodzenie od tego, co było kiedyś i kim byliśmy jeszcze niedawno.Tak w telegraficznym skrócie prezentuje się idea stojąca za 2020, czyli ósmym długogrającym albumem, który wyszedł spod rąk Molly Nilsson. Pochodząca ze Szwecji artystka, kojarzona obecnie ze sceną Berlińską, swoje najnowsze utwory nagrywała jednak w legendarnym Lighthouse Studios w Los Angeles – instytucji, która gościła niegdyś m.in. Whitney Houston oraz Cher. Miejsce idealnie oddaje aurę towarzyszącą muzyce Molly. To retro-melancholia ubrana w zgrabne melodie, pozostająca przy tym na skraju nurtu alternatywnego i mogąca sprawiać wrażenie elitarnej. Podczas gdy faktycznie jest to zaledwie tło dla mniej lub bardziej abstrakcyjnych wizji i introspekcji, ubranych tak wyłącznie ze względu na prywatne upodobania autorki poszukującej swojego miejsca w stylistyce pop. Przykład? Singiel Days Of Dust, promujący nowe LP piosenkarki. Prosty, jakby znajomy, ale nowy.