Pusha T

Autor: Paweł Kaczmarski

Często wspomina się o nim jako o jednym z najbardziej niedocenianych artystów hip-hopowych. Czy jednak w takich kategoriach można traktować człowieka, którego projekty muzyczne w pierwszych tygodniach po wydaniu trafiają na szczyty list sprzedażowych, a który sam jest prezesem jednej z najbardziej rozchwytywanych i wpływowych wytwórni okołorapowych? Wreszcie czy można tak mówić o osobie, dla którego muzykę produkują Kanye West i Pharrell Williams? Pusha T niewątpliwie dostarczył powodów ku temu, żeby uważać go za istotną postać światowej sceny rapowej, a jednym z argumentów potwierdzających tę tezę jest jego nowy album Daytona.

Droga życiowa Pushy T to jeden z wielu przykładów spełnionego "american dream". Najpierw rapowy duet z bratem, czyli Clipse. Następnie powołanie producenckiej grupy – The Neptunes, a po publikacji trzech albumów, także podpisany kontrakt z wytwórnią GOOD Music, założoną i prowadzoną przez Kanyego Westa. Kolejne lata nie były gorsze. W 2015 roku Pusha został ogłoszony nowym głównodowodzącym wytwórni GOOD Music, zastępując na stanowisku Kanyego Westa, by następnie wydać swój drugi album King Push – Darkest Before Dawn: The Prelude. Dość mroczny materiał po raz kolejny spotkał się z dobrym odbiorem wśród słuchaczy i krytyków, którzy chwalili Thorntona za innowacyjne podejście do pisania tekstów oraz za dobór warstwy muzycznej, tym razem dużo bardziej surowej i eksperymentalnej.

Jak wskazywała nazwa projektu, Darkest Before Dawn miało być wstępem do większej całości. King Push zapowiadano na kolejny rok, ale mimo wielu szumnych zapowiedzi, materiał nie ukazywał się i nic nie wskazywało na to, żeby coś miało się zmienić. W procesie twórczym dała znać o sobie perfekcjonistyczna natura artysty. Sam Pusha opowiedział, że nowy projekt powstawał od podstaw kilka razy , jednak nigdy (według Thorntona) nie okazywał się odpowiednio dobry, żeby podzielić się nim z gronem słuchaczy. Pod koniec ubiegłego roku raper ujawnił, że stery nad produkcją jego nowego albumu przejął Kanye West, który zdecydował się na wyprodukowanie gotowych podkładów muzycznych od nowa. 

Ostatecznie do fanów trafiła Daytona, która kojarząc się z modelem znanej marki luksusowych zegarków, ma symbolizować wygodę czasu, umożliwiającą raperowi przez długi okres tworzyć i szlifować materiał, bez przymusu do szybszego zakończenia, czy przerwania pracy. Innym przykładem na to, że cała historia ostatniej płyty Pushy to historia zmiany jest fakt, że jej okładka zmieniła się dokładnie na 2 dni przed premierą. Decyzja o zastąpieniu wcześniej ustalonego projektu nowym była indywidualną inicjatywą Kanyego Westa, który zdecydował się na zakup zdjęcia łazienki Whitney Houston z 2006 roku i uczynienia go okładką nadchodzącego albumu Thorntona. Muzyk podobno wyłożył na ten cel 85.000 dolarów z własnej kieszeni, przy okazji wywołując skandal i oburzenie wśród słuchaczy wokalistki oraz jej rodziny. Łazienka ze zdjęcia jest bowiem przepełniona wszelkiej maści używkami i substancjami psychoaktywnymi.


Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną Daytony, album składa się z siedmiu krótkich kompozycji, w całości wyprodukowanych przez Kanyego Westa. Natomiast w kwestii tekstów, Pusha jak zwykle serwuje nam narrację  dotyczącą jego prywatnych przeżyć i odczuć, przeplatane i podbijane wzmiankami o kryminalnej przeszłości rapera. Na albumie znajdziemy utwory bardziej osobiste, jak melancholijna Santeria, ze świetnym refrenem w wykonaniu 070 Shake, która jest rozliczeniem z rozterek targających muzykiem po śmierci przyjaciela, jak i ogólne, potencjalnie bardziej przebojowe The Games We Play i If You Know You Know. Warty wspomnienia jest również utwór Infrared. Wywołał on bowiem konflikt na linii Pusha T – Drake. Cała sytuacja zdążyła już urosnąć do rangi ogólnoświatowego wydarzenia okołorapowego oraz doprowadzić do wydania serii oświadczeń i dissów z obu stron, w tym szczególnie mocnego, wymierzonego w Drake'a The Story Of Adidon.

Daytona zdecydowanie jest materiałem dopracowanym w każdym szczególe i wydaje się, że Pushę T na tym etapie kariery można nazwać artystą kompletnym. Kolejne lata pokażą jednak, czy to już czas, żeby mówić o nim jako o artyście spełnionym.