Shabaka Hutchings

Autor: Mikołaj Maciejewski

Trochę więcej i coraz głośniej słyszy się ostatnio o nowej fali młodego, londyńskiego jazzu. Cała masa artystów eksperymentuje, improwizuje, łączy gatunki. I może czas na poznanie osoby, od której chyba się to wszystko zaczęło… Sam współtworzy przynajmniej 3 projekty. Z jednym z nich, Sons of Kemet kilkanaście dni temu wydał nową płytę. Jazz? Orient? Elektronika? Bałkany? Przekonajmy się. Przed Wami Shabaka Hutchings!

fot. Pierrick Guidou

Na najnowszej płycie Sons of Kemet "Your Queen is a Reptile" Shabaka Hutchings krytycznie spogląda na brytyjską monarchię, prównując królową do gada, bardzo jasno sprzeciwiając się przy tym nierównościom społecznym. Ten sam ustrój dał mu się we znaki 28 lat temu, kiedy brak znajomości, pozycji, pieniędzy i przede wszysktim kolor skóry uniemożliwiał mu praktycznie rozpoczęcie edukacji. Matka wysłała go wtedy na Barbaros, gdzie sama, z tych samych powodów trafiła kilka dekad wcześniej. Życie na tam kształtowało w nim nie tylko charakter, ale też umiejętności muzyczne. To tam bardzo szybko zaczął chłonąć jazz, zakochał się w saksofonie i klarnecie, poznając przy tym kulturę i tradycję Karaib. Nie byłby tym samym muzykiem, z bagażem ogromnych doświadczeń, gdyby nie te wydarzenia. Dziś mimo, że zazwyczaj instrumentalnie i powściągliwie – w tych sprawach mówi bardzo wiele i bardzo wyraźnie. 

Królowa powinna być kimś, w kim ma się oparcie. Powinna być kimś kogo bezwarunkowo, ale nie bez powodu się szanuje. I najważniejsze, Królowa może być kimkolwiek. To myśl przewodnia najnowszego albumu pierwszego zespołu Shabaki Sons of Kemet. W 9. utworach oddał tam hołd swoim królowom. Wśród nich jego babcia Ada Eastman czy Yaa Asantewaa, która ponad sto lat temu walczyła z brytyjskim kolonializmem. I kilka innych, z którymi się zgaza, na których się wzoruje. Które są dla niego ważne. 

Tuba to dość zapomniany instrument. A nawet jeśli nie to raczej kojarzy się go z Bałkanami. Być może od teraz będzie kojarzyć Wam się z zespołem Sons of Kemet. Powstali w 2011 roku, a do już dosć oryginalnego instrumentarium dołączyły dwie perksuje, które dodają niesamowitego rytmu i często są na pierwzsym planie i saksofon na zmianę z klarnetem. Powstał kwartet, który specjalizuje się właściwie we wszystkim. Bo na ich, jak dotąd, trzech płytach usłyszymy oczywiście najróżniejsze odmiany jazzu, mnóstwo muzyki ludowej, niech już nawet będą te bałkańskie rytmy rodem z serbskiej Gučy, karaibską lekkość, punkowy brud i hałaśliwość, z drugiej strony ten sam zespół potrafi zagrać spokojne kołysanki i przykładowo zupełnie zaskakującą interpretację hitu ABBY. 

Jedną z najbardziej wartościowych cech Hutchingsa, która wyróżnia go na tle innych młodych twórców jest często ryzykowna skłonność do eksperymentów. Recenzenci płyt mają zawsze ogromny problem z "otagowaniem" jego muzyki. On sam podkreśla, że nie ma znaczenia z kim współpracuje, ważne by się z nim rozumiał. Wypadkową tej idei stał się psychodeliczny projekt Comet is Coming, który w znakomity sposób połączył klasyczny jazz i nowoczesną elektronikę. I nagle z jazzowych klubów Shabaka Hutchings z zespołem zaczął lądować w najlepszych londyńskich, a chwilę później już światowych, klubach. 

Fascynacja różnymi kulturami zaczęła się u niego pewnie gdzieś na etapie karaibskiego "wygnania", jednak to Afryka zainspirowała go najbardziej. Jako niewątpliwy talent został również dostrzeżony przez Marshalla Allena z legendarnej Sun Ra Arkestra, grał także z Mulatu Astatke. Zgłębianie swojej fascynacji afrofuturyzmem zaprowadziło go to Republiki Południowej Afryki. Odkrywał tam z wielkim zdziwieniem niezwykle prężnie, oddolnie działającą jazzową scenę. Napawał się energią i szlonymi umiejętnościami muzyków. Często do nich dołączał na wspólne jammowanie. Z jednego z takich spotkań wyniknęła zupełnie nie oczekiwana płyta "Wisdom of Elders". Projekt został nazwany Shabaka and The Ancestors i trudno w tym przypadku o bardziej trafioną nazwę. I choć od zawsze to Sons of Kemet był projektem głównym to chyba właśnie z "przodkami" Hutchings osiągnął coś niemożliwego. Uchwycił ducha dawnych legend spiritual jazzu, śmiało łącząc go w najróżniejsze improwizacje, dialogi między muzykami (a jest ich ósemka), szaleńcze solówki i repetytywne fragmenty tekstów, przeplatając angielski językami plemiennymi.  Ich wręcz rytualny, przedziwny występ mogliśmy zobaczyć podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu Jazztopad.

for. Leeroy Jason

Shabaka Hutchings może nawet podświadomie, ale jest nieodłączną częścią muzycznego Londynu. Bardzo twórczo współpracuje ze świetnie rokującą wytwórnią Brownswood, a ostatnio został kuratorem i producentem projektu "We Out Here", w którym wyselekcjonował i nagrał nowe utwory ósmiu tamtejszych zespołów. Jego muzyka jest niezwykle uniwersalna, łączy w sobie na tyle dużo wątków, że może być atrakcyjna dla każdego. Sam widzi w niej trochę jakby uosobienie współczesnego świata, w którym mnogość możliwości, perspektyw daje naprawdę duże pole manewru. Hutchings jest w tym wszystkim niezwykle symatycznym człowiekiem, który nawet stając na czele zespołu potrafi usunąć się w cień i świetnie bawić się przy solówkach kumpli. Ta konsekwencja, czerpanie doświadczeń z najróżniejszych dziedzin prowadzi do tego, że być może, za jakiś czas Shabaka Hutchings stanie się kimś pokroju Kamasiego Washingtona. I wydaje się, że to już całkiem niedługo. 

Materiał przygotowany przy współpracy z Pawłem Klimczakiem