Young Fathers

Autor: Mariusz Ochojski

Kto by pomyślał, że w Edynburgu – mieście piłki nożnej i rocka zrodzi się trio, które w tak niedługim czasie, tak bardzo namiesza na rap scenie. Poznali się w małym klubie przy głośnym basie. Niemal z miejsca okazało się, że nie boją się podjąć zadania tworzenia ambitnej i małopopularnej w ich mieście muzyki. Później potoczyło się już bardzo szybko. Wszystko nabierało kształtu, a plany spełniały się w ciągu minut, a nie dni. Nikt z członków nie miał wątpliwości, że chce robić coś wspólnie z pozostałymi. W pewnym momencie wyszedł na jaw dziwny zbieg okoliczności – wszyscy członkowie posiadali imiona po swoich ojcach – stąd Young Fathers.

Surowość i organiczność muzyki, jaką tworzą szkoci, objawia się nie tylko na scenie, ale także w studiu. Preferują oni bowiem nagrywanie utworów za jednym zamachem. Nie są fanami cięcia i obrabiania dźwięku w post-produkcji. Tworzą pod wpływem chwili i impulsu. Podobno nie zapisują oni nawet tekstów, lecz zapamiętują je, przez co każde kolejne wykonanie, lekko różni się od poprzedniego i sprawia, że utwór staje się żywym organizmem. Stawiają na oryginalność, spontaniczność, eksperyment oraz brudne i brutalne aranżacje. Po wydaniu debiutanckiego materiału z miejsca zostali okrzyknięci przez angielskich dziennikarzy jedną z 10 najciekawszych młodych kapel, także za występy na żywo, które fachowcy porównują do występów Beastie Boys.

Wydany w 2014 roku krążek Dead to pierwszy pełnowymiarowy materiał grupy z Edynburga. Prezentują oni na nim bezprecedensowe podejście do hip-hopu. Płyta jest właściwie eksperymentem i próbą połączenia przeróżnych stylistyk takich jak rap, noise, lo-fi, soul czy nawet gospel. Mimo to 35-minutowy materiał jest spójną i przemyślaną całością dodatkowo napakowaną przeróżnymi eksperymentami rytmicznymi oraz aranżacyjnymi. Eklektyczne podejście do muzyki znalazło uznanie nie tylko w oczach fanów, ale także krytyków, którzy nagrodzili debiutancki album „Młodych Ojców” m.in. nagrodą Mercury – przyznawaną za najlepszą płytę roku nagraną w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Celem Young Fathers jest tworzenie czegoś muzycznie niepowtarzalnego. Jak sami mówią: Trzeba utrzymać muzykę świeżą, jakbyś za każdym razem odpakowywał nową, błyszczącą, dopiero co dostarczoną sofę. Prawdopodobnie trudno było ją wnieść po schodach na drugie piętro – ale było warto. Uwielbiamy zapach nowych, błyszczących tekstów czy uczucie nowej zajawki. Naszym celem jest tworzenie czegoś tak świeżego, że moglibyśmy to nieustannie powtarzać i nigdy się nie zestarzeje. Jeżeli jesteś tak dobry, jak Twój ostatni album to kolejny musi być jeszcze lepszy.

Drugi długograj tria to kontynuacja niczym nieskrępowanego nowatorstwa i kreacji nowych, świeżych dźwięków. Zapytani o inspiracje muzycy odpowiadają, że był nią głównie postęp. Mieliśmy ogromną potrzebę stworzenia po raz kolejny czegoś niepowtarzalnego. Chcieliśmy znów poczuć się niepewnie i nieswojo. Wydane w rok po debiucie White Man Are Black Man Too ugruntował pozycje tria na muzycznej scenie. Konsekwentnie wymykając się przyporządkowaniu do jakiegokolwiek gatunku, Szkoci bezkompromisowo poszerzają granicę swej muzycznej koncepcji. Ich muzyka jest wolna i nie wiadomo dokąd ich jeszcze poprowadzi.

Zapytani o inspiracje odpowiada, że tak naprawdę inspiruje ich wszystko i nic. Nie dbamy o konkretne wpływy. Robimy to, co robimy. Naszą uwagę absorbują naprawdę różne rzeczy, które niekoniecznie są związane z muzyką. Wiesz, jeżeli większość wolnego czasu poświęcamy na granie własnej muzyki, to zależy nam, aby usłyszeć coś, czego dotychczas nie słyszeliśmy. To jakieś małe muzyczne drobiazgi, które wpadają do naszych głów, a te z kolei mogą przemienić się w nasz kolejny utwór.

Niewątpliwym wyróżnieniem dla szkotów musiał być fakt, iż w 2016 roku zostali zaproszeni do supportowania legendarnej grupy Massive Attack podczas ich europejskiego tournée. Doszło do tego oczywiście po nagraniu wspólnego, świetnego singla Vodoo In My Blood, który okraszony z resztą klipem promował EPkę Ritual Spirit brystolczyków. Zaproszenie oraz uznanie ze strony tak doświadczonych i wybitnych muzyków zapewne było niezwykle inspirującym przeżyciem dla bądź co bądź młodych i stawiających dopiero co, pierwsze, poważne kroki w muzycznym biznesie szkotów.

Young Fathers przyczynili się także mocno do sukcesu sequelu klasyku kinematografii Trainspotting, na ścieżce dźwiękowej, którego to znalazło się aż 6 kompozycji Szkotów. Jedna z nich napisana specjalnie w tym celu podbiła serca słuchaczy oraz widzów stając się wręcz hymnem tej produkcji. W pierwszej części w centrum filmu było Born Slippy Underworld, w drugiej zaś tę rolę przejęli Young Fathers – mówi reżyser Danny Boyle – Ich piosenki są osią filmu, a Only God Knows jest jego przyśpieszonym pulsem.

Trzeci album studyjny grupy ukazał się 9 marca bieżącego roku nakładem londyńskiej oficyny Ninja Tune. Napisany i nagrywany przez cały rok 2017 w piwnicznym studio, a zarazem kwaterze głównej Szkotów, jest niewątpliwie historycznym dziełem dla autorów. Nie mówiąc już o zmianie wytwórni, oczekuje się, że Cocoa Sugar będzie manifestem, najbardziej kompletnym jak dotąd artystycznym świadectwem edynburczyków. Wydaje się jednak, że po raz kolejny zamiast odpowiedzi otrzymalismy więcej pytań.

Dwoje czarnoskórych Afrykańczyków oraz biały szkot to właśnie Young Fathers. Gdy rozpoczynali, nikt nie wiedział, o co chodzi tak naprawdę w ich muzyce. Szkoci jednak od samego początku bardzo dobrze wiedzieli, w którą stronę chcą pchać swoją twórczość. Edynburg i jego względna obojętność na ich sukces paradoksalnie pasowały raperom. Popchnęło ich do dalszej, nieskrępowanej niczym pracy i bycia sobą. Styl ich produkcji wyjątkowy ze względu na swą surowość oraz różnorodność sprawił, że z małych szkockich klubików trafili oni na wielkie sceny największych europejskich festiwali.

.