The James Hunter Six – I Don’t Wanna Be Without You

Autor: Kurtek Lewski

Przyznaję bez bicia, że grupy Jamesa Huntera słuchałem do tej pory raczej z dziennikarskiego obowiązku. Mam zresztą takie wrażenie, może mylne, że choć muzyka Brytyjczyka towarzyszy nam od lat (jego pierwsze solowe płyty to połowa lat 90., ale jego przełomem artystycznym był krążek People Gonna Talk wydany przez Roundera 12 lat temu) i systematycznie ewoluuje od rock&rollowego postrzegania blue eyed soulu w stronę rasowego rhythm & bluesa, to jednak to wciąż muzyka tła, która pięknie wypełnia przestrzeń, ale ostatecznie niewiele wnosi od siebie. Nie chcę absolutnie podważać kunsztu czy warsztatu ani samego Huntera, ani jego przybocznego kwintetu — ten jest bezsprzeczny, raczej nieśmiało zasugerować, że to co Hunter robi, robi znakomicie, jest jednak odtwórcze. Zagalopowałem się chyba zbyt daleko, ale mam wrażenie, że od kiedy przed dwoma laty zespół zaczął nagrywać dla Daptone coś jednak trochę drgnęło i spełniła się nadzieja, że zgodnie z tytułem najnowszego krążka Whatever It Takes The James Hunter Six, jak to się brzydko mówi z angielska, zrobili robotę — wszystko to, co było trzeba i czego nam, słuchaczom, było trzeba. Na poparcie mamy dla was subtelnie jazzujące „I Don’t Wanna Be Without You” — jeden z naszych utworów tygodnia.