Clark

Autor: Jan Chrzan

Brytyjski producent przez prawie 20 lat kariery związany z legendarną wytwórnią Warp Records.
W tym tygodniu obchodzimy rocznicę wydania albumu Turning Dragon, który zdaniem wielu zdefiniował styl tego artysty.
 

Mistrz gatunku IDM – Clark – Artystą Tygodnia w Radiu Luz.

Chris Clark miał zaledwie 21 lat, kiedy porywając publiczność swoim setem na jednej z imprez organizowanych przez Warp Records, zapewnił sobie kontrakt z tą legendarną wytwórnią. Dwa pierwsze albumy, Clarence Park (2001) i Empty The Bones of You (2003), wydał jeszcze będąc na studiach. Już od pierwszych nagrań nadał swojej twórczości niepowtarzalny styl, na który składają się połamane rytmy, nieoczywiste tony i przenikliwa, szorstka barwa dźwięków. Pytany o kulisy współpracy z Warp  podkreśla, że kierownictwo wytwórni nie interweniuje nadmiernie w twórczość zrzeszonych w niej artystów, zachęcając natomiast do eksperymentów i poszukiwania własnego stylu. Clark najwyraźniej cieszy się z tej swobody, gdyż to właśnie jej nakładem wydał wszystkie dziesięć swoich długogrających albumów.

Produkcją muzyczną interesował się już jako nastolatek, eksperymentując nie tylko przy wykorzystaniu programów komputerowych, ale też prowizorycznych, samodzielnie wykonanych przyrządów. We wczesnych latach twórczości, kiedy jeszcze uczył się gry na perkusji, używanie tradycyjnych instrumentów uważał za ograniczenie. Nieśmiały powrót do muzycznych korzeni możemy jednak usłyszeć na niektórych z jego późniejszych albumów, jak np. Body Riddle i Iradelphic, gdzie wśród dźwięków z syntezatorów pojawiają się perkusja, gitara czy pianino. W swoim domowym studiu nagromadził mnóstwo kontrolerów, syntezatorów, automatów perkusyjnych, pedałów i fazerów, choć – jak sam twierdzi – do tworzenia muzyki czasem wystarcza mu własny laptop.

Przed wydaniem albumu Body Riddle (2006), zmienił swój alias z Chris Clark na Clark. Zapytany wówczas o powód skrócenia nazwy, odpowiedział że dzięki temu ludzie nie będą już musieli marnować powietrza żeby wypowiedzieć „Chris”. Wspomniane wydanie było wyraźną zmianą w stylu artysty, zauważalną poprzez zastosowanie po raz pierwszy żywych instrumentów. Wraz z kolejnymi płytami Turning Dragon (2008) i Totems Flare (2009), artysta wrócił do charakterystycznych dla swoich nagrań mechanicznych, agresywnych dźwięków, by w 2012 roku znów powrócić do instrumentalnych melodii na albumie Iradelphic.

Potrafi zahipnotyzować publiczność elektryzującymi setami, w trakcie których – jak sam mówi – jego ręce są wszędzie, a wszystko, co dzieje się na scenie, jest grane i tworzone na żywo. „Uwielbiam sprawować kontrolę nad umysłami widowni i czerpię przyjemność z tego, że za pomocą melodii i rytmu opowiadam pewną historię, jestem narratorem, który rozbiera utwory na części pierwsze. Chcę sprawić, żeby słuchacze podczas występu doświadczyli metafizycznego przeżycia, a nie tylko rozpoznawali tytuły utworów” – mówi.

Jego album zatytułowany własnym nazwiskiem – Clark (2014), stał się chyba najbardziej rozpoznawalnym wydaniem artysty, zawierając takie hity jak Winter Linn i Unfurla. Uplasował się na siedemnastej pozycji listy Billboard Dance i dwudziestej pozycji listy Billcoard Heatseakers. Niewyeksponowane do tej pory oblicze Clark ukazuje na swoim kolejnym albumie The Last Panthers (2016), powstałego jako soundtrack do kryminalnego serialu o tym samym tytule. Choć na wielu wydaniach da się znaleźć spokojniejsze, bardziej melancholijne utwory, to jednak dominuje agresywna, połamana muzyka taneczna. W przypadku The Last Panthers, w całości mamy do czynienia ze spokojnym, choć zdecydowanie mrocznym, eksperymentalnym ambientem.

Najnowszy album Clarka, Death Peak (2017), jest doskonałym podsumowaniem jego dotychczasowej kariery i twórczości. Ugruntowana przez lata pozycja na rynku muzycznym w połączeniu ze swobodą twórczości, jaką cieszą się artyści zrzeszeni w Warp Records, pozwoliła muzykowi na stworzenie czegoś, co doskonale go identyfikuje. Clark żartobliwie, acz trafnie, określa styl albumu jako „techno death metal z elementami chóralnymi”.

Clarka śmiało możemy określić mianem artysty interdyscyplinarnego. Jego występy trafiają do publiczności z całą swoją intensywnością nie tylko poprzez głośną muzykę o szorstkim brzmieniu i połamanych rytmach, ale także taniec i światło. To właśnie dynamiczna, powtarzalna choreografia i kontrastowe, geometryczne instalacje świetlne były znaczącym elementem performensów promujących jego zeszłoroczny album, Death Peak. Cały koncept powstał we współpracy z choreografką Melanie Lane, która prywatnie jest… żoną Clarka. I choć, jak przyznaje sam artysta, istnieją pewne sfery jego twórczości, nad którymi obsesyjnie sprawuje kontrolę, to w kwestii aranżacji układu tanecznego obdarzył Melanie całkowitym zaufaniem. Zresztą nie bez powodu, gdyż nie był to pierwszy udany owoc ich współpracy. Clark jest autorem muzyki do wielu projektów choreografki, z których jeden był nawet przedstawiany w Sydney Opera House.

Wykształcenie muzyczne i prawie 20 lat pracy zarówno w studiu jak na scenie sprawiają, że Clark z doskonałym wyczuciem potrafi bawić się rytmem i tonem, tworząc utwory o szorstkim, połamanym brzmieniu. Jak sam mówi, woli tworzyć bardziej coś na kształt muzycznych tekstur, niż zamykać się w granicach bitów. Lubi, gdy dźwięki brzmią jakby się zza czegoś wyłaniały, jakby były odległe, brzydkie, lekko zniekształcone, a nawet niepoprawne. Nieustannie podkreśla, że uzyskanie tego efektu wymaga jednak daleko idącej obróbki cyfrowej i powtarza, że ciekawą inspiracją w tworzeniu jest dla niego synth z lat 70-tych i 80-tych.

Muzykę Clarka oraz więcej informacji na jego temat usłyszycie od poniedziałku do piątku na antenie Akademickiego Radia LUZ o 14:00 i zaraz po północy. Ponadto będzie on regularnym gościem każdego Audiostartera!

 

Artykuł przygotowała Olga Dąbrowska.