Kendrick Lamar – HUMBLE.

Autor: Sebastian Rogalski

HUMBLE. jednym z pięciu mocograjów 2017 r. w Radiu LUZ. Chyba nikogo to nie zaskoczyło. Czwarty album K-Dota jest bowiem płytą, o której w ubiegłym roku powstało najwięcej tekstów kryty- i analitycznych. Dlatego też w tym momencie trudno napisać o niej cokolwiek mądrego. Aby zaoszczędzić sobie czasu, ograniczmy się zatem do przedstawienia cech wyróżniających pierwszy singiel z DAMN., który już od marca ubiegłego roku przekonuje do trapu coraz więcej twardogłowych truskulowców.

Plusy dodatnie HUMBLE.:
+ flow: Kendrick w pełni świadomie parodiuje samego siebie z czasów Section.80;
+ klip: Kendrick z płonącą kukurydzą (cornrows), Kendrick przebrany za papieża (bez korony);
+ wers o Photoshopie i rozstępach, którym Kendrick wyświadczył niedźwiedzią przysługę selfie-feministkom;
+ mnóstwo odniesień pophistorycznomarketingowokulturowych, dzięki którym Rapgenius nadal ma rację bytu.

Plusy ujemne HUMBLE.:
+/- Kendrick wciąż kumpluje się z Obamą;
+/- Kendrick przyznaje się do jedzenia kanapek z syropem klonowym za małolata #trudnedzieciństwo (znowu);
+/- Kendrick pozostaje  o b i e k t y w n i e  najlepszym raperem na świecie;
+/- bit Mike’a Willa Made’a It A, który pokazuje, że RaeSremmurd to projekt jednak ważniejszy niż np. Beyoncé.

Minusy HUMBLE.:
– remix Skrillexa, aczkowiek zacnie dropi;
– singiel z Rihanną jednak fajniejszy.

Nawiasem mówiąc, RiRi w ubiegłym roku najlepszy feature zaliczyła u Future’a. Wychodzi na to, że lepiej być selfish niż humble. To był naprawdę długi rok.