Miguel

Autor: Kurtek Lewski

Miguelowi Pimentelowi zajęło chwilę, zanim przebił się przez szklany sufit współczesnego R&B. W grudniu ukazał się jego czwarty album War & Leisure. Charakterystyczny dla Miguela kolaż z gitar, syntezatorów i hip-hopowych beatów to doskonały podkład dźwiękowy do rozpoczęcia nowego roku. Poznajcie różnorodne wcielenia, które niezmiennie towarzyszą naszemu Artyście Tygodnia.

Miguel zadebiutował w 2010 roku, w wieku 25 lat, wydając album All I Want Is You. Niezdecydowany brzmieniowo krążek nie zyskał jednak wystarczającego uznania krytyków. Ratował go głównie singiel „All I Want Is You”, który przejawiał cechy będące później swoistym znakiem wodnym artysty. Prawdziwy przełom dla Miguela nadszedł w 2012 roku, wraz z płytą Kaleidoscope Dream. Korzystając z fali popularności artystów pokroju Franka Oceana czy How To Dress Well, muzyk przedstawił na niej własną wersję alternatywnego R&B. Przyznał wtedy, że z pomocą nowego albumu chciał ożywić R&B i przypomnieć, że nie istnieje żadna uniwersalna formuła gatunku.

Podobnie jak muzyka, którą tworzy, Miguel chce być postrzegany jako postać o wielu różnorodnych obliczach. Potrafi napisać romantyczną balladę na pokładzie samolotu, żeby chwilę później wprowadzić swój delikatny, ale stanowczy romantyzm do sypialni. Stroni przy tym jednak od całkowitej dosłowności, posiłkując się metaforami czy grą słów — jak w utworze „Coffee”, pochodzącym z drugiego długogrającego albumu Wildheart (2015). Miguel niejednokrotnie podkreśla, że jego twórczość odzwierciedla idee, którymi kieruje się na co dzień. Chce jednak pokazać, że wszystkie barwne, momentami psychodeliczne przeżycia są zasadne jedynie wtedy, kiedy stoi za nimi rozsądne podejście.

Bardzo możliwe, że wpływ na światopogląd Miguela miało wychowanie w bardzo konserwatywnym, katolickim środowisku. Zamiast Boga artysta wybrał jednak muzykę. Sam wyznaje: „Nigdy nie przestałem wierzyć w Boga. Po prostu znalazłem własną drogę”. Niezrealizowane duchowne powołanie objawia się czasem na scenie, gdzie zdarza mu się pełnić rolę przewodnika. W Szwecji instruował publikę słowami: „Każdy z was jest jedyną niepowtarzalną wersją siebie. Nie grajcie siebie, bądźcie sobą i nie uznawajcie kompromisów”. Jakkolwiek by tego nie komentować, autentyzmu i braku osobowości Miguelowi zarzucić nie można — nawet wtedy, kiedy pojawia się gościnnie u innych artystów.

Mimo wszystko ideologizacja to ostatnia rzecz, na jakiej zależy Miguelowi. Dopiero na najnowszym krążku War and Leisure postanowił pokazać się jako aktywista broniący równości i wolności. I choć, jak przyznaje, nie jest artystą politycznym, chciał podkreślić swoje stanowisko wobec dynamicznych zmian wokoło. Oniryczny i barwny kalejdoskop Miguela to nie tylko zbiór różnorodnych wizerunków jednej osoby, ale także apel. To apel o aktywność, również w dziedzinie muzyki, a zwłaszcza na polu R&B, które wcześniej było dla wokalisty zbiorem wtórnych klisz. Według Miguela istnieje przestrzeń dla najbardziej szalonych pomysłów, o ile realizuje się je z głową. Takie podejście ma gwarantować feerię kolorów nie tylko w marzeniach sennych.

Artystę tygodnia przygotowała Maja Danilenko.