Destroyer

Autor: Piotr Myszyński

Projekt Destroyer powstał w połowie lat 90. z inicjatywy pochodzącego z Vancouver Daniela Bejara. Dwa pierwsze albumy Destroyer, pochodzący z 1996 roku We’ll Build Them a Golden Bridge oraz wydany 2 lata później City of Daughters, uczyniły Bejara jednym z najbardziej wziętych kanadyjskich songwriterów młodego pokolenia. To drugie wydawnictwo po latach znalazło się na liście najlepszych albumów lat 90. magazynu Pitchfork.

Trzeci album projektu Destroyer, wydany w 2000 roku Thief, w warstwie lirycznej rozprawiał się z bezlitosnymi regułami rządzącymi branżą muzyczną. Utwory takie jak „The Way of Perpetual Roads” można czytać jako wyraz frustracji oraz buntu wobec przemysłu. W warstwie muzycznej Thief kontynuował drogę rozpoczętą na poprzednich wydawnictwach, wycofując się jednak z całkowitego minimalizmu formalnego.

 

 

Choć kilka pierwszych wydawnictw projektu Bejara spotkało się z dobrym przyjęciem, można powiedzieć że przetarły one jedynie szlaki dla tego, co miało nadejść później. W 2002 roku Destroyer dołączył do rodziny Merge Records – wytwórni kojarzonej chociażby z Neutral Milk Hotel. Pierwszym owocem nowej współpracy był album This Night, który sam frontman określa jako jego mysterious sounding record.

 

 

W przerwie między tworzeniem i koncertowaniem jako Destroyer, Dan Bejar angażował się w takie autorskie projekty jak The New Pornographers czy Swan Lake. Być może właśnie to wyjście ze strefy komfortu poskutkowało w 2004 roku wydaniem najbardziej dotąd niezwykłego albumu Destroyer – stworzonego w większości w standardzie MIDI  Your Blues.

W połowie lat dwutysięcznych Bejar zmagał się z brakiem pomysłu na kolejny muzyczny krok. Z początku, jak wspomina, album Trouble in Dreams był nieskoordynowanym hałasem. Finalnie, nowy blask twórczości zespołu nadały bogate partie smyczkowe oraz eksperymenty z syntezatorem. Te dwa nowe elementy brzmienia projektu zostaną niebawem rozwinięte w znacznie szerszej skali.

Wielu muzykom zdarza się raz w życiu, całkiem nieświadomie stworzyć album który zmieni ich artystyczną drogę na zawsze i na nowo zdefiniuje ich obraz w oczach słuchaczy. Dla kanadyjskiego projektu takim albumem jest wydany w 2011 roku Kaputt. Tworząc swój najbardziej przystępny, najcieplejszy brzmieniowo krążek Dan Bejar raczej nie spodziewał się zdobycia całkiem nowej, szerszej niż kiedykolwiek publiki.

Za sprawą Kaputt, Destroyer otrzymał nowe życie, z niszowego kanadyjskiego projektu stając się jednym z najbardziej wziętych zespołów indie rockowych. Posypały się świetne recenzje, a za nimi propozycje udziału w największych festiwalach świata. Poklask nie był jednak w smak frontmanowi projektu, co Bejar podkreślał w nielicznych wywiadach towarzyszących promocji krążka.

 

 

Jak poradzić sobie z oczekiwaniami słuchaczy po tak świetnie przyjętym albumie? W przypadku Dana Bejara kontynuowanie schematu który raz się już sprawdził nie było opcją. Następca Kaputt, wydany w 2015 roku Poison Season, rezygnuje z miękkiego, przestrzennego brzmienia i elektronicznych naleciałości. W to miejsce pojawia się sekcja dęta, partie smyczkowe i iście springsteenowska perkusja.

 

 

Nowy, jedenasty już longplay Destroyer ukazał się 20 października. Tym razem na kolejny album Destroyer przyszło słuchaczom czekać “tylko” trzy lata. Album Ken stanowi kompromis między miękkim, podszytym elektroniką brzmieniem Kaputt, i bardziej surowym póżniejszym Poison Season.

W zeszłym roku minęło 20 lat od wydania pierwszego albumu projektu Destroyer. Dan Bejar pozostaje jednym z najbardziej długowiecznych i płodnych artystów kanadyjskiego młodego pokolenia. Łącząc poetyckość Nicka Drake’a i ekspresyjność Davida Bowiego, Bejar stworzył dla siebie niszę w której z powodzeniem funkcjonuje od niemal pół wieku. Naturalną konsekwencją jego dotychczasowej drogi jest najnowszy, już świetnie oceniony przez krytyków Ken.