Red Hot Chili Peppers

Autor: Paweł Szeląg

W 26 rocznicę wydania ich przełomowego albumu Blood Sugar Sex Magik przedstawiamy historię Red Hot Chili Peppers. Opowieść o przyjaźni, narkotykach, sukcesie i upadkach z hollywódzkimi wzgórzami w tle.

W historii muzyki rozrywkowej wiele zespołów decydowało się w swojej muzyce na eksperymenty. Mało który jednak prezentował tak, kalejdoskopowe niemal, spektrum brzmień. Od głośnego grania zakrawającego o punk, przez rytmiczne funkowe numery, po chwytające za serce rockowe ballady. Jak to często bywa, to zrządzenie losu doprowadziło do powstania jednej z najbardziej wpływowych grup ostatnich lat. Rok 1977. Na progu liceum Fairfax High stanął młody Anthony Kiedis. Kompletnym przypadkiem. Miał być uczniem University High School, ale zorientowano się że w swoich danych podał fałszywy adres i powinien uczęszczać właśnie do Fairfax. Tam nawiązał przyjaźń z chuderlawym chłopakiem z przerwą między zębami i bujną czupryną. Anthony i Mike Balzary, w szkole nazywany Flea (ang. Pchła), stali się nierozłączni. Wkrótce potem poznali Hillela Slovaka. Podobnie jak Flea, którego ojczym był jazzmanem, Hillel był zafascynowany muzyką. Do paczki dołączył Jack Irons i w ’83 chłopaki dali swój pierwszy „koncert”. Wykonanie utworu Out in LA okazało się na tyle interesujące, że grupę zachęciła kilka okolicznych klubów, a parę miesięcy później zespołem zainteresowała się wytwórnia EMI, która wydała ich pierwszy album, nazywający się po prostu The Red Hot Chili Peppers.

W procesie nagrań nie uczestniczyła cała czwórka. Slovak i Irons woleli chwilowo skupić się na innym  projekcie What Is This?. W związku z tym, do Red Hot Chili Peppers przyjęto gitarzystę Jacka Shermana oraz perkusistę Cliffa Martineza. Między Shermanem, a Kiedisem narastał konflikt. Zdaniem wokalisty, gitarzysta zespołu nie miał w sobie „punkowego pierwiastka”, nie pasował do grupy. Flea i Kiedis mieli też obiekcje wobec produkcji. Utwory były ich zdaniem zbyt wymuskane, wyprane z surowości i brudu, który w tym czasie był znakiem rozpoznawalnym grupy. Mimo to, krążek spotkał się z całkiem pozytywnym odbiorem, szczególnie wśród środowisk akademickich. Po tym jak What Is This? zakończyło się fiaskiem, Slovak wrócił do grupy zastępując Shermana.

Pomimo faktu, że Kiedis był w tym czasie dość mocno uzależniony od narkotyków, tworzenie materiału na płytę szło dość sprawnie. Zapytani o to, kogo widzieliby jako producenta odpowiedzieli zgodnie – George Clinton. Lider legendarnej grupy Funkadelic był idolem młodego zespołu. Po otrzymaniu demówek kilku utworów zgodził się na współpracę. Na czas nagrań Clinton stał się ojcem dla chłopaków z zespołu, szczególnie frontmana, Anthony’ego Kiedisa. Jego doświadczenie okazało się kluczowe w tworzeniu, najbardziej chyba, funkowego krążka w dyskografii grupy. Pełno tu rytmicznych brzmień, które umiejętnie oszlifował Clinton. Płyta została wydana 16 sierpnia 1985 i nazwana Freaky Styley.

Rok 1987 to kolejna płyta: Uplift Mofo Party Plan. Red Hoci trochę odchodzą tam od grania stricte funkowego na rzecz brudniejszych i cięższych brzmień. Świadczy o tym numer otwierający album Fight Like a Brave (fani gier komputerowych mogą kojarzyć go z Tony Hawk’s Pro Skater 3. Tekst utworu powstał, kiedy Anthony wracał z rodzinnego Michigan, gdzie walczył z nałogiem narkotykowym. Nie tylko on miał z tym problem. W coraz głębsze uzależnienie od heroiny popadał także gitarzysta Hillel Slovak. W 1988 został odnaleziony martwy w swoim mieszkaniu w LA. Wieść o jego śmierci była druzgocącą informacją dla jego kolegów z zespołu. Wkrótce potem perkusista Jack Irons zdecydował się na odejście. Stwierdził, że „nie może być w zespole, w którym umierają jego przyjaciele”. Flea i Kiedis zdecydowali się jednak kontynuować projekt. Na miejsce Slovaka przyjęli młodego Johna Frusciante. 18-latek był fanem zespołu i idealnie wkomponowywał się w niego swoją energią i kreatywnością. Jeśli chodzi o perkusję, po krótkiej współpracy z D.H. Pelligro zdecydowano się na casting. Tam pojawił się  Chad Smith, człowiek który, wydawać by się mogło, kompletnie nie pasuje stylem do zespołu. Kiedy próg sali prób przekroczył koleś z fryzurą w stylu Guns N’ Roses, Anthony, Mike i John byli, lekko mówiąc, bardzo sceptyczni. Chad zdominował jednak próbę. Zwykle to Flea przejmował kontrolę swoim agresywnym basem. Tym razem nie mógł nadążyć za perkusją Smitha, który został przyjęty niemal z miejsca. W tym składzie rozpoczęli prace nad kolejną płytą.

Wydana w 1989 Mother’s Milk spotkała się z pozytywnym odbiorem. Pomimo faktu, że sama grupa nie była z krążka zachwycona, wytwórnia przeznaczyła pieniądze na dwa teledyski. Jako jedną z piosenek, która miała doczekać się klipu wybrano Higher Ground, cover przeboju Steviego Wondera. Po czasie płyta zyskała status platynowej, było to jednak jedynie preludium do prawdziwej eksplozji popularności zespołu.

Na czas nagrań kolejnej płyty grupa zamieszkała w domu legendarnego producenta Ricka Rubina. Niepowtarzalny klimat The Mansion, czyli willi w której nagrywali m.in. David Bowie czy Mick Jagger miał niewątpliwie pozytywny wpływ na zespół. Nagrania trwały ponad 30 dni, a ich proces uwieczniony jest na filmie zatytułowanym Funky Monks.

Wydana 24 września 1991 roku Blood Sugar Sex Magik okazała się absolutnym hitem. Zespół zyskał ogromną sławę, także międzynarodową. Nie wszystkim jednak to odpowiadało. Młody John Frusciante twierdził, że Chili Peppers stali się zbyt popularni. Zdecydowanie preferował granie dla garstki osób w zatłoczonym klubie, aniżeli dla wielotysięcznej publiczności na stadionie. Pogłębiał się jego konflikt z Anthonym Kiedisem, którego eskalacja nastąpiła podczas występu w Saturday Night Live, gdzie wykonanie utworu Under The Bridge było zdaniem Kiedisa sabotowane przez Frusciante, w swojej książce pisze:

Nie miałem pojęcia co to za utwór, w jakiej tonacji. John wyglądał jakby był w innym świecie. Do dzisiaj zaprzecza jakoby fałszował. Według niego eksperymentował, tak jak robiliśmy to podczas prób. Cóż, różnica polegała na tym, że nie byliśmy na próbie, tylko występowaliśmy na żywo przed wielomilionową widownią telewizyjną i to była tortura. Zacząłem śpiewać, wydawało mi się że w tonacji, mimo że nie była to tonacja, którą grał John. Czułem się tak, jakby wbito mi nóż w plecy i powieszono, żebym wysechł na oczach całej Ameryki, podczas gdy ten facet stał w cieniu, eksperymentując z jakimiś dysonansowymi, niemelodyjnymi dźwiękami.

Był to, jak się okazało, początek końca. John Frusciante wkrótce później opuścił zespół.

Na miejsce Frusciante zatrudniono wieloletniego gitarzystę psychodelicznej grupy Jane’s Addiction, Dave’a Navarro. Na albumie wydanym w 1995 roku bardzo mocno słychać jego wpływ na grę Chili Peppers. One Hot Minute to bez wątpienia najmroczniejsza pozycja w dyskografii grupy. I choć spotkała się z mieszanym odbiorem wśród krytyków, wielu fanów to właśnie tę płytę wskazuje jako jedną z ciekawszych w niemal 35-letniej historii zespołu.

Kolejny album, kolejny przełom. Historia Dave’a Navarro z RHCP była krótka. Zrezygnowano ze współpracy z gitarzystę, a na jego miejsce przyjęto Johna Frusciante. Odrodzonego, wyrwanego z nałogu od heroiny. Nie jest przesadą stwierdzenie: „wyrwanego z ramion śmierci”. Po odejściu z zespołu John całkowicie zatracił się w uzależnieniu i doprowadził swoje ciało do przerażającego stanu. Przetrwał też pożar własnego domu, podczas którego stracił niemal wszystko. Po tym wydarzeniu została mu na ramieniu blizna. Aż dziw pomyśleć, że tylko tyle. Po tym do jakiego stanu się doprowadził.

Po powrocie Johna odzyskali życie także Red Hoci jako całość. Znów czerpali radość z grania razem. W 1998 pojawili się gościnnie w starym składzie na scenie, a w 1999 wydali album Californication.  Frusciante nie był jeszcze w formie pozwalającej mu na gitarowe szaleństwa, ale proste riffy oparte na genialnej symbiozie z basem Flea pokazały, że czasem mniej to więcej.

Kolejny album to rok 2002 i krążek pt. By The Way. Pomimo energicznego tytułowego hitu otwierającego tego longplaya, płyta ta jest bardzo spokojna. Zespół pokazał inną, delikatniejszą twarz. Wpływ miał na to niewątpliwie Frusciante odkrywający nowe horyzonty swojej twórczości. Basista Flea miał o to pretensje, twierdząc że płyta jest zbyt miękka. Rok 2006 to płyta Stadium Arcadium. Prawdziwy moloch zawierający aż 28 numerów. Sprawia wrażenie jakby miała być skompresowaną historią twórczości Red Hot Chili Peppers z Frusciante w składzie. Znajdziemy tu energiczne, surowe kawałki funkowe nawiązujące do wcześniejszych płyt, jak i spokojne, często skomplikowane melodyjnie utwory będące wciąż czymś nowym w twórczości zespołu. Był to, jak się okazało, ostatni album nagrany przez zespół z Johnem Frusciante. Gitarzysta opuścił zespół po dwóch latach od wydania płyty. Tym razem nie przez konflikt, ale przez to że, cytując, "tworzenie dalej tego co robił z zespołem byłoby sprzeczne z jego charakterem".

Dwa ostatnie krążki Red Hot Chili Peppers czyli I'm With You i The Getaway to efekt współpracy z nowym gitarzystą Joshem Klinghofferem. Zespół po raz kolejny udowodnił, że stać go na coś nowego prezentując materiał mocno różny od wszystkiego, co do tej pory prezentowali. Mimo to wciąż pokazują, że nie zatracili tego pierwiastka, który przyciągnął fanów, wyróżniał ich na tle innych zespołów. Na koncertach prezentują niezrównaną energię, a temu co tworzą, choć nie każdemu musi przypaść do gustu, nie można odmówić świeżości.