Queens of the Stone Age

Autor: Mikołaj Maciejewski

Jakieś 50. lat temu na rockowych scenach rządziły zespoły, które inspirowały, inspirują i inspirować będą, które do dziś są równie ważne i szanowane i które w tej muzyce powiedziały już niemalże wszystko. Do tego, bądź co bądź, elitarnego grona pewnie wiele współczesnych grup nigdy nie będzie w stanie się dostać. W tym tygodniu pokazujemy Wam zespół, który jeśli jeszcze w tej elicie się nie znalazł to jest na całkiem prostej drodze. Przed Wami Queens of The Stone Age!

Kalifornijski rock raczej kojarzy się z surfowaniem czy nadmorskim lekkim brzmieniem. Wystarczy jednak oddalić się bardziej na zachód w głąb stanu, by poznać bardziej mroczniejszą, pustynną jego stronę. To stamtąd, z Palm Desert, nadeszły najbardziej znaczące postacie współczesnego stoner rocka. To tam, na zgliszczach zespołu Kyuss, z inicjatywy Josha Homme, w 1996 powstał Queens of The Stone Age.

W przyszłym roku minie dokładnie 20 lat od debiutugrupy. Na płycie od pierwszych dźwięków wydawało się, że Josh Homme próbował odciąć się od wcześniejszej działalności z Kyuss, jednak jak się okazało nie było to takie proste, tym bardziej że płyty obu grup są dziełem tego samego producenta. Niemal w całości nagrany przez Josha krążek często zwalnia, ale coraz mniej tam lejących się, ciężkich riffów, więcej melodyjnych utworów z dużym naciskiem na interesujący, zaskakująco spokojny wokal. 

Rok 2000 był dla Queens of the Stone Age rokiem przełomu. Wydany 6 czerwca album "Rated R" umieścił zespół na mapie świata hard rocka. Otwierający go numer "Feel Good Hit of Summer" wzbudził ogromne kontrowersje poprzez swoje nawiązania do używek, których temat przewija się również przez większą część piosenek albumu. Frontman zespołu Josh Homme wielokrotnie podkreślał, że od muzycznej strony chciał pokazać inną twarz grupy. Zapoznać słuchaczy z klimatem różniącym się od tego, które prezentowali na debiutanckiej płycie. Zaprzyjaźnić z brzmieniem, który sam Homme określa po prostu jako dziwny i mroczny. Przykładem tego jest utwór Leg of Lamb, o którym frontman Queens mówi, że jest to piosenka popowa pokryta grubą warstwą dziwnej brzmieniowej galarety.

Jeśli plyta Rated R byal przelomem to jej następczyni już chyba rewolucją. Songs for the deaf od pierwszych dźwiękow uderza wściekloscią i mrokiem, odzwierciedla niejako bardzo wybuchowe charaktery czlonkow zespolu. ta bardzo ciezka, przepelniona gestym brzmieniem plyta to paradoksalnie najlepiej sprzedający się krążek w historii queens. sluchaczy przyciagnely może wielkie nazwiska gości jak Dave Grohl czy Mark Lenegan, ale może po prostu bardzo spojny i niezwykle wciągajàcy material.

Po ogromnym sukcesie płyty gdzieś na horyzoncie zaczelo pojawiać się widmo kryzysu w zespole. silne charsktery coraz batdxoej bardziej się ścieraly i o ile mialo to dobry wplyw na muzykę, o tyle na samych muzykow – wręcz destrukcjynny. Z Queens of the Stone Age wyrzucony został Nick Olivieri, a sam lider Josh Homme sprawial wrażenie niezrownowazonego i znerwicowanego, szczegolnie na koncertach. Rosly także oczekiwania fanów co do kolejnej plyty. Wtedy w ramach odreagowania, zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz, Josh postanowil wrocić do Eagles of Death Metal. W nieco przesmiewczym rockowym projekcie z Jesse Hughes'em grywał już od konca lat 90, ale dopiero w tej wlasnie przerwie Panowie nagrali debiutancki, znakomity album,

Josh Homme jest współtwórcą zespołu Eagles of Death Metal i mimo, że obecnie ogranicza się z nimi głównie do nagrywania płyt to okazuje się, że jest z zespołem bardzo zżyty. 13. listopada 2015 roku, świeżo po wydaniu ostatniego krążka grupy na koncercie w Paryżu doszło do zamachu terrorystycznego, w którym zginęły dziesiątki ludzi. I choć josha tam nie było to bardzo źle przeżył te tragiczne wydarzenia . Jako jeden z pierwszych dowiedział się o całej sytuacji, bezpośrednio od występujących na scenie członków zespołu. Podobnie jak poprzednimi razy tak bardzo stresujące sytuacje odciągnęły od QOTSA. W jedyn z wywiadów Josh przyznał, że w tym trudnym czasie jedyną odskocznią i terapią była dla niego produkcja ostatniej płyty iggego popa "post pop depression".  To wszystko sprawiło, że na kolejnynowy materiał Queens of The Stone Age trzeba było czekać ponad 4 lat.

Można zaryzykować stwierdzenie, że Lullabies to paralyze to najmroczniejszy ze wszystkich albumów Queens of The Stone Age. Już z samej, skąpanej w czerni okładki spogląda na nas dziewczynka nieznacznie oświetlona światłem trzymanej w ręce świecy. Klimatem albumowi najbliżej zatem do jakiegoś horroru i rzeczywiście – melodyjne spokojne uitwory niczym kołysanki nagle zostają przerywane mocnymi gitarowymi riffami i niczym w filmie – potrafią nas chwilowo sparaliżować, choc może niekoniecznie w strachu. To na tej płycie chyba jak dotąd najbardziej Josh popisuje się swoim melodyjnym wokalem, nad umiejętnościami gry na gitarze. I trzeba przyznać, że pewnego rodzaju założenie, żeby nie stworzyć drugiej części Songs for the death, zostało spełnione.

12. czerwca bieżącego roku 10-lecie obchodził piąty album QOTSA – Era Vulgaris. . Więcej tu klawiszy i eksperymentów nie do końca gitarowych. To też otwarcie się na inne gatunki i miksowanie je ze stoner rockowym sznytem. Josh Homme na coraz więcej pozwala sobie również wokalnie, czasami zaskakując falsetem, jakby naśladujac trochę Micka JaggeraZaraz po premierze zespół przeszedł roszady kadrowe, które od tego momentu mocno wpływały na brzmienie NOWEGO Queens of the Stone Age. 

Jedynm z najciekawszych elementów muzyki QOTSA są krzywe, wręcz karykaturalne riffy. Kraut-riffy to całkiem dobre słowo tym bardziej, że do kraut rocka również nawiązują. Łamiąc klasyczną pentatonikę bluesową Josh Homme zaskakuje, bo dźwięki niby do siebie nie do końca nie pasują, ale z całym akordem brzmią bardzo świeżo i charakterystycznie jednocześnie tajemniczo i  mrocznie, zresztą adekwatnie do całego kilimatu.

Ostatnie płyty zespołu "Like Clockwork…" i "Villans" tworzą pewien spójny duet. z jednej strony wydaje się, że queens of the stone age wpadli w pulapke miekkiej produkcji i utrafenia swojej oryginalnosci, zresztà jak wiekszosc wspolczesnych nazwijmy to "gwiazd" rocka. nie mozna się oprzec jednak wrazeniu, że na "Like Clockwork…" prezentują oblicze, ktore dotąd pokazywali tylko szczątkowo. oblicze spokojne i refleksyjne. Z kolei najnowszy album wydaje się być tego zaprzeczeniem. płyta niby w podobnym klimacie ale bardzo dynamiczna, wręcz buntownicza w jakimś sensie. Warto zauważyć, że najnowsze wydawnictwo Queens Of The Stone Age wyprodukował Mark Ronson, który raczej nie często kojarzony bywa z takim brzmieniem.