Sheer Mag

Autor: Mikołaj Maciejewski

Czy muzyka rockowa jest nas w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć?  Czy wyobrażamy sobie połączenie klasycznego rocka i tanecznego brzmienia prosto z gorących parkietów lat 80.? Do tego w tym tygodniu postara się Was przekonać bardzo przebojowa grupa Sheer Mag!​

Sheer Mag to całkiem świeża sprawa. Tina, Hart, Kyle, Ian i Matt. Wszyscy z Filadelfi, z różnymi muzycznymi doświadczeniami. W różnym wieku, ale  wszyscy nie przekroczyli jeszcze 30-tki. Pierwsze koncerty zagrali w 2014 roku. Chwilę później pojawiła się nagrana w pokoju basisty EP-ka. W 2015 pojawiła się kolejna, a w następnym roku – jeszcze jedna. 4 utwory na każdej z nich bardzo dobrze ze sobą współgrały; jakby nagrane na żywo za jednym zamachem. Były wydawane jednak tylko na 7-calowych płytach gramofonowych i do pobrania w Internecie.

W cyfrowym świecie muzyki dopieszczonej, maksymalnie obrobionej i skompresowanej Sheer Mag wybrali zatem drogę kultywatorów dawnego, zakurzonego lekko brzmienia, chociaż właściwe można powiedzieć, że kreują oni swoje w sposób podobny do tego sprzed lat. Nagrania w domu, czasem na setkę, z całym zespołem na raz. Przestery, przydźwięki i szumy. To wszystko, w bardzo gęstej otoczce, znajdziemy w ich piosenkach. Można by zaryzykować stwierdzenie, że bije od nich taka „koledżowa” beztroskość. Pasuje to nie tylko do ich muzyki, ale też do wizerunku. Wydaje się to być jednak wielką zaletą.

Po 3 latach od początku działalności, po tegorocznej, styczniowej kompilacji złożonej z dotychczasowych singli ukazał się debiutancki, pełnogrający album Sheer Mag "Need To Feel Your Love". To właściwe tu następuje przełom, choć oczywiście trudno o tym mówić przy pierwszej płycie. To tu Tina Halladay pokazuje swoją zmysłową stronę. To tu sekcja rytmiczna, jak w klasyku, "uderza z siłą setek bomb", by chwilę później przyjemnie kołysać miłym gitarowym feelingiem. I choć pewnie ta powtarzalność z czasem się znudzi, ale to zdecydowanie jeszcze nie teraz.

Mnóstwo zdjęć i krótkich filmów w internecie pokazuje zespół Sheer Mag, a także ich fanów tłumnie zgromadzonych pod sceną w ekstatycznym, koncertowym szaleństwie. Pot, wściekłe tańce, nawet chaos w połączeniu z gęstymi i przesterowanymi dźwiękami tworzą iście dziką atmosferę. Jednak chyba lepiej, póki ta energia się kumuluje i nie znajduje ujścia. To chyba właśnie sprawia, że to ciasny i zadymiony klub jest najlepszą przestrzenią dla muzyki Sheer Mag. Jak sprawdzą się zatem na festiwalowej scenie? Będziemy mieli okazję sprawdzić to już w najbliższą sobotę, 5. sierpnia na katowickim OFF Festiwalu.

Brzmienie Sheer Mag to połączenie surowego rock’n’rolla i hard-rocka, ale w klimacie tanecznych lat 80. Decyduje o tym po części znakomita sekcja rytmiczna, ale wydaje się, że najwięcej do powiedzenia ma jedyna kobieta w zespole, czyli niezwykle przebojowa i charyzmatyczna Tina Halladay. W niektórych utworach delikatna, wręcz zmysłowa. Czasem krzykliwa jak zbuntowana nastolatka. W zdecydowanej większości jednak drapieżna i nadwyrężająca do granic możliwości swój głos. To trochę tak, jakby do składów zespołów hard-rockowych sprzed lat włączyć Cyndi Lauper, Madonnę a nawet Stevie Nicks. Te nazwiska wcale nie są przypadkowe. Wprawdzie instrumentarium Sheer Mag nie wybija się specjalnie ponad rockowy etos,  ale w warstwie kompozycyjnej znacznie bliżej im do ambitniejszego popu niż klasyków rockowych. I być może to jest właśnie sposób na zwalczanie niezbyt pochlebnych mitów na temat współczesnej muzyki rockowej, a także element, który mocno może nas zaskoczyć.