The-Dream ft. Fabolous – Summer Body

Autor: Kurt Lewski

Jeśli możemy nieironicznie uznać zeszłotygodniową płytę Calvina Harrisa za dobry album, to nie ma przeciwwskazań, żeby po trzech odsłuchach i dwóch drinkach nominować "Summer Body" The-Dreama. Są co prawda rzeczy, które trzeba będzie mu wybaczyć, stąd wspomniane drinki z pewnością się przydadzą. Przede wszystkim — dotkliwy brak producenckiej elokwencji, do której przyzwyczaił nas przez lata (posłuchajcie tylko Love vs Money z 2009 roku — prawdopodobnie najlepszej płyty w historii współczesnego R&B), a którą na ostatnich wydawnictwach systematycznie zastępował frustrującym amelodyjnym minimalizmem.

"Summer Body" na szczęście stoi do tej koncepcji w opozycji — od pierwszej chwili uwodzi chwytliwym hookiem i niepodważalnym tanecznym vibem w stylu tropikalnych The Neptunes circa 2004. Dzięki temu, że Dream znowu zaczął bujać, można w zupełności wybaczyć nie tylko brak sensownej warstwy tekstowej ("Summer body, pilates body", naprawdę?), a nawet użycie słowa badonkadonk.

Koniec końców pisałem o przeboju lata, prawda? Intelektualizm można więc w tej kwestii bez zażenowania odłożyć na bok i beztrosko zatracić się w tańcu. Tak zróbmy!