Grizzly Bear – Four Cyprysses

Autor: Kurt Lewski

Po dwóch rozczarowujących singlach zaprezentowanych na przełomie ostatnich dwóch miesięcy, kiedy już wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nowy krążek Grizzly Bear, planowany na 18 sierpnia następca Shields sprzed pięciu lat zatytułowany Painted Ruins, nie będzie w stanie jako całość kultywować magii, której dotąd dostarczała muzyka amerykańskiej grupy, zespół wreszcie zebrał się w sobie i zamiast nieudolnie naśladować Radiohead, powrócił do klimatycznego, okołoonirycznego (choć w dalszym ciągu dość mechanicznego i stroniącego od dotychczasowego folkowego nieskrępowania) brzmienia. Wokale Droste'a i Rossena wybrzmiały też wreszcie w sygnaturowym ścisłym splocie, co w przeszywająco emocjonalnym refrenie, pomimo braku ewidentnie przebojowej melodii, wytworzyło poczucie obcowania z muzyką na swój sposób metafizyczną. Oby tak dalej, panowie!