Kendrick Lamar – DNA.

Autor: Kamil Matyja

Po tak odkrywczych i tak przełomowych dla hip-hopu albumach jak good kid, m.A.A.d city i To Pimp a Butterfly niesamowicie trudno było przewidzieć każdą kolejną decyzję artystyczną Kendricka Lamara. Przedsmak w postaci "The Heart Part IV" i singlowego "HUMBLE." nie zwiastował wyraźnych kroków, aczkolwiek sugerował bardziej "piosenkowy" format, zakorzeniony stricte w kalifornijskiej, g-funkowej tradycji. Czwarty solowy materiał reprezentanta Top Dawg Entertainment w postaci DAMN. to odrobiona na celujący plus lekcja ze spuścizny Marvina Gaye'a, Prince'a czy Steviego Wondera, która w zupełnie niewymuszony sposób daje nauczkę wszystkim współczesnym mainstreamowym twórcom pokroju Drake'a czy Kanye Westa jak robić ambitny, treściwy popowy crossover. "DNA." to jeden z najbardziej ściśle hip-hopowych momentów albumu, porywający swoją magiczną, krzykliwą rytmiką refrenu.