Fleetwood Mac

Autor: Krzysztof Ciach

Twórcy wysublimowanego brzmienia pełnego magii, duchów i zjaw, a przede wszystkim autorzy fantastycznych przebojów. 13 kwietnia obchodzimy 30. rocznicę wydania ich płyty Tango in the Night. Mowa o Fleetwood Mac — Artyście Tygodnia w Akademickim Radiu Luz na 91,6fm.

Swoją działalność rozpoczęli już pod koniec lat 70 jako kolejny zespół grający bluesa i psychodelicznego rocka z Wielkiej Brytanii. Na ich soft-rockową inkarnacje i wielki sukces komercyjny trzeba było poczekać aż do roku 1975, kiedy to do zespołu, po odejściu gitarzysty Boba Welsha, przyłączyli się Lindsey Buckingham i jego ówczesna dziewczyna — Stevie Nicks. Oprócz wymienionej dwójki, w kapeli mogliśmy usłyszeć perkusistę Micka Fleetwooda i małżeństwo McVie.

Okazało się, że dołączenie do Fleetwood Mac Buckinghama i Nicks spowodowało transformację zespołu. Z bluesowej kapeli przeistoczyli się w grupę grającą pełen detali, podszyty folkiem i country, pop rock. Rewolucja nie nastąpiła tylko w sferze brzmieniowej, ale też kompozytorsko. W tamtym momencie zespół liczył aż trzech songwriterów — obok nowej dwójki, twórczynią piosenek była także Christine McVie. Żona Johna, basisty zespołu, już na wcześniejszych płytach Fleetwood Mac wykazała się swoimi umiejętnościami.

Po zmianach kadrowych nadeszła nowa płyta, która okazała się dla Fleetwood Mac przełomem komercyjnym. Ich self-titled z 1975 sprzedał się w liczbie aż 5 milionów kopii. Dzięki trójce songwriterów płyta zabrzmiała bardzo różnorodnie. Obok, napędzanej groovem sekcji rytmicznej, kompozycji Nicks “Rhiannon”, gdzie w refrenie można już było dostrzec przymiarki Lindseya do nadprodukcji chórków, usłyszeliśmy mroczne oblicze Buckinghama w “I’m So Afraid” i pełną ciepła balladę “Warm Ways” autorstwa McVie. Niestety wraz z nadejściem sukcesu komercyjnego, doszło do dramatów prywatnych — rozpadło się małżeństwo McVie i związek Lindseya ze Stevie.

Mimo wewnętrznych konfliktów zespół nie rozpadł się i w 1977 roku Fleetwood Mac wydało legendarną już płytę Rumours, która w tym roku obchodziła 40-lecie. Może właśnie ze względu na osobiste animozje album choć ciepły i kojący w ogólnym wydźwięku podskórnie niepokoi. W największym przeboju — “Dreams”, okraszonym chyba najpiękniejszymi chórkami w historii muzyki rozrywkowej i wyciągniętą na wierzch perkusją Fleetwooda, można wyczuć pewną nerwowość. Cały album spowija zaczarowana atmosfera, która udzieli się każdemu słuchającemu rockera “Go Your Own Way” czy tęsknego, a zarazem pełnego nadziei  “You Make Loving Fun” z bajkowymi backvocalami.

W 1979 Fleetwood Mac opublikowało następne wydawnictwo. Tusk to płyta wręcz eksperymentalna. Mimo wielkiego budżetu okazała się porażką komercyjną, ale nie artystyczną. Szalona w każdym aspekcie — szorstka produkcyjnie, eklektyczna i 2-płytowa, ale jednocześnie zjawiskowo magnetyczna. Ujmujące liczbą detali fusion-jazzowe, prowadzone przez piano Rhodesa “Brown Eyes”, rozdzierające serce przez dwugłos w refrenie “Beautiful Child”, to tylko przykłady kreatywności przy tworzeniu piekielnie dobrych piosenek.

Można by rzec, że wydane w 1979 roku Tusk to poligon doświadczalny dla Lindseya Buckinghama, producenta Fleetwood Mac. Ten urodzony w Kalifornii muzyk wyczarował dla zespołu brzmienie brudne, a zarazem potężne. Obsesyjnie nawarstwiając chórki, stworzył wrażenie, że w utworach znajdują się duchy i zmory. Jego maniactwo produkcyjne eskaluje w utworze “Sara”. Piosenka  jest nietypowa już na poziomie samej konstrukcji — trudno znaleźć w niej refren. Każda sekunda przynosi nowe, przenikające się detale, prowadzone przez akordy pianina i wyciągniętą, wręcz na skraj mixu, perkusję. Napięcie piętrzy się w nieskończoność. W rezultacie, nigdy nie zostaje rozładowane, co pozostawia słuchacza z niemym zachwytem.

Wydane w 1982 Mirage nie jest tak utrwalone w świadomości słuchaczy jak sławny poprzednik, czy przebojowy kolejny album Tango in the Night. Fleetwood Mac chowa odrobinę aspiracje eksperymentalne, broni się dzięki znakomitym piosenkom i nadal dba o piękne brzmienie. Świetnym przykładem niech będzie, dziwaczne w wydźwięku, “Empire State” zaczynające się od miarowych uderzeń perkusji i harfy. Inkrustowane chórkami “Gypsy”, śpiewane przez Nicks, nawiązuje do “Dreams”, a singiel “Hold Me” wyróżnia się potężnym refrenem. Fleetwood Mac nadal brzmi jak nikt inny.

Jak podkreślają specjaliści, Fleetwood Mac to nie tylko produkcyjny przepych, wielkie przeboje i piękne głosy, którymi można zachwycać się bez końca. Na sukces i wyjątkowość zespołu miało też wpływ zderzenie się stylów trzech songwriterów — Stevie Nicks, Lindseya Buckinghama i Christine McVie. Dzięki temu każda płyta nigdy nie traci na wyrazistości. Pozostaje tylko tajemnicą jak mimo tylu problemów na polu osobistym udało im się to wszystko utrzymać w ryzach, ale może właśnie to dzięki temu wykreował się swoisty ferment twórczy, który pchał ich piosenki na wyżyny.

Płyta Tango in the Night Fleetwood Mac, obchodząca 13 kwietnia 30-rocznicę wydania, to skarbnica wzorcowych piosenek łączących w sobie soft-rockowość poprzednich wcieleń zespołu i klawiszowe brzmienia lat 80. Usłyszymy tutaj kunsztowne harmonicznie “Mystefied” autorstwa McVie nawiązujące do rocka tamtej dekady, “Isn’t Midnight” czy wyśpiewane przez Nicks z prawdziwym żalem “When I See You Again”. A wielkie radiowe przeboje jak “Everywhere”, “Seven Wonders” i “Little Lies” to po prostu najlepsze ciastka z muzycznej cukierni Fleetwood Mac, które w ogóle nie odbiegają od artystycznego poziomu innych utworów zespołu.

Film Akademia Pana Kleksa rozpoczynają słowa piosenki “Witajcie w naszej bajce…” i tak właśnie czujemy się, włączając Tango in the Night Fleetwood Mac. Buckingham i reszta zespołu zabierają nas do baśniowej krainy pełnej magii i duchów, która każdego słuchacza przemienia w małe dziecko nadstawiające ucho w nadziei usłyszenia historii o smokach i księżniczkach. W tym przesyconym kolorowymi barwami świecie muzycznych czarów, możemy spokojnie się rozpłynąć.