Drexciya

Autor: Andrzej Jokiel

W 2017 roku mija 25 lat od pojawienia się pierwszego dzieła duetu Stinson/Donald, singla L.A.M ("Life after mutation") pt. "Balance of terror". Ćwierć wieku od pierwszego wydawnictwa, niemal piętnaście lat od śmierci Stinsona, a dokonania duetu dalej potrafią zaskoczyć innowacyjnością i oryginalnością.


Czy tego typu projekty konceptualne mają szansę się przebić na dzisiejszej scenie, w świecie social media i wszechobecnego internetu? A może są one już zapomnianym reliktem poprzedniej epoki?

Drexciya – legendarny duet rodem z Detroit składający się ze Jamesa Stinsona i Geralda Donalda. Początek ich działalności datuje się na rok 1991, a pierwsze wydawnictwo z ich eklektyczną mieszanką electro i techno pojawiło się 25 lat temu, w 1992 roku. Ich brzmienie to tajemniczy, podwodny klimat – przetworzone wokale, wraz z nimi pulsujące funkiem maszyny perkusyjne, prowadzone przez modulowane linie basowe i melodyczne oraz zimne, mokre od pogłosu syntezatorowe plamy. 

Drexciya, oprócz muzyki, to silny antykomercyjny przekaz – przez dwie dekady swojej aktywnosci udzielili zaledwie kilku wywiadów, pozostając anonimowi po to aby, jak sami podkreślali, ich wizerunek nie wpływał na interpretacje ich twórczości. Na okładce wydanego w 1997 roku albumu „The Quest” przedstawili mitologię, będącą afroamerykańską wariacją platońskiej historii Atlantydy. Drexciya miała być krainą, zamieszkałą przez dzieci ciężarnych, afrykańskich niewolnic wyrzuconych za burtę w trakcie podróży do Ameryki. Przyszli Drexciyanie, przystosowawszy się do życia w oceanie , byli kolebką podwodnej cywilizacji, przewyższającą ludzi pod względem socjalnym i technologicznym.

Woda ma w twórczości Drexciya wartość symboliczną. Występująca w różnych stanach skupienia, przepływająca szybko, bądź wolno, będąca źródłem życia, lecz potrafiąca także być niebezpieczna i zabójcza jak sztorm, czy tsunami. Produkcje Stinsona i Donalda są swoistą alegorią żywiołu wody. Od bardzo delikatnych i relaksujących dźwięków nasuwających skojarzenia z morską bryzą, do agresywnych, przesiąkniętych basem utwórów, brzmiących niczym podwodne wstrząsy. Tytuły rozbudzają wyobraźnie i zabierają słuchacza w świat morskiej fauny i flory, dźwiękowych wydm i głębinowych poszukiwań.

Cytując Helenę Hauff: „Drexciya pozwalała maszynom pracować”. Produkcje Donalda i Stinsona są dalekie od dzisiejszej laptopowej sterylności studyjnej. Oprócz głębi i mocnego zaszumienia swoich miksów, Drexciyanie nie bali się eksperymentować
z harmonią, a kawałki nagrywane były na żywo, z uniknięciem automatyzacji, jako ukłon w stronę organicznej filozofii duetu. Aranżacje ich utworów sprawiają czasem wrażenie gry żywego bandu, ewoluując wraz z czasem, zmieniając tempo i zaskakując, promieniując skrajnymi emocjami i zróżnicowaną energią.

Oprócz rozpoznawalnego stylu, James Stinson i Gerald Donald to przede wszystkim offowe podejście. DJ Bone wspominał , że Stinson przychodził do klubu na jego imprezy i gratulował selekcji, nie wspominając nawet słowem o swoim dorobku artystycznym, nie podając nawet nazwiska. Bone, pracujący wówczas w lokalnym radiu mówił, że to z kim ma do czynienia dotarło do niego dopiero, po którymś spotkaniu. Stinson nie zachowywał się jak ktoś kto rewolucjonizuje muzykę elektroniczną, nie korzystał ze sławy, którą cieszył się jego projekt – muzyka zawsze grała pierwsze skrzypce.

Elektronika z Detroit swoje korzenie ma w audycji Midnight Funk Association, prowadzonej od końcówki lat 70tych przez Electrifying Mojo, który każdy program rozpoczynał od dźwięków lądującego statku kosmicznego i słów: „The mothership has landed”. Jego selekcja obejmowała klasyki funku jak Prince, czy Parliament Funkadelic, lecz także nowsze brzmienia jak Kraftwerk i New Order. Stinson podkreślał inspirację jaką było słuchanie cotygodniowej audycji Mojo i fakt, że tam po raz pierwszy usłyszał utwór „Alleys of my mind” grupy Cybotron, który zainspirował go do zajęcia się produkcją.

James Stinson borykał się z problemami zdrowotnymi, do tego stopnia, że krótko po wydaniu the quest w 1995 roku Drexciya zaanonsowała koniec kariery. Dolegliwości te udało się natenczas pokonać, co zaowocowało winylem wydanym pod koniec 96 roku na labelu Underground Resistance – „The return of Drexciya”. Podczas rocznej przerwy wspólnik Stinsona, Gerald Donald zajął się projektem Dopplereffekt, poruszającym mroczniejszą, niepokojącą i dystopijną tematykę.

Charakterystyczny produkcyjny sznyt duetu z Detroit nie umykał czujnym fanom, nawet wtedy,gdy wydawali muzykę pod innymi nazwami, na labelach z którymi wcześniej nie wspolpracowali. Elecktroids, The Other Peoples Place, Transllusion, czy Glass Domain to tylko początek listy wydawnictw, które gościły na respektowanych oficynach takich jak Warp, Tresor, Clone, czy Rephlex Records. Nagrywając pod aliasami , producenci pozwalali sobie odejśc od eksploracji oceanicznych głębin, by dać upust koncepcjom związanym z technologią, kosmosem i życiem społecznym.

Drexciya w nielicznych zachowanych wypowiedziach medialnych zawsze podkreśla znaczenie jakie miała dla nich oryginalność i przełomowość brzmieniowa. Byli gotowi porzucić działalność, jeśli ich muzyka poszłaby w złą stronę, bądź utworzyła grono ludzi wyraźnie kopiujących tą stylistykę. „Badania, eksperymenty, nauka, technologia” to słowa klucze którymi opisali ostatni studyjny album „Grava 4”, wydany w 2002 roku na holenderskiej oficynie Clone.

Stronili od grania na żywo, gdyż uważali, że uniwersum klubowe nie jest miejscem dla ich utworów. Wiele tuzów sceny elektronicznej podkreśla znaczenie muzyki Stinsona i Donalda dla ich twórczości, są wśród nich chociażby. Legowelt, Monolake,Stingray, DMX Krew, czy Helena Hauff.

Historia Drexciya tragicznie kończy się w 2002 roku, kiedy to 3 września, z powodu komplikacji serca, w wieku 32 lat odchodzi James Marcel Stinson. Prywatnie kierowca ciężarówki i ojciec siedmiorga dzieci, na krótko przed swoją śmiercią przekazał całą niewydaną twórczość wydawnictwu Clone, czego owocem są kompilacje „Journey Of The Deep Sea Dweller”. Zanim odszedł, zdążył ukończyć solowy release o nazwie Lab Rat XL. Brzmienie tego winyla jest bardzo melancholijne, można odnieść wrażenie, że jest to swoiste pożegnanie artysty ze światem…

Gerald Donald pozostał aktywnym kompozytorem i nie odżegnał się od filozofii oraz dziedzictwa brzmieniowego jakie zostawił po sobie James Stinson.